Niby nic a tak ważne

Trzymając kryształy przez żółte dłonie
Metaliczne dno tak bardzo szybko tonie
Patrzysz, czekasz, nie ratujesz
Ono musi zatonąć, tego potrzebujesz
Chwiejna powierzchnia nabiera zgrozy
Tajemniczy płyn, chmury wielkie tworzy
Para się unosi jak nad bagnem w lesie
Każda ręka powoli kolisty spodek niesie
I za ucho twoje palce kubek trzymają
W tej straszliwej cieszy powoli zamierają
Lecz po dotyku miękkiego puchu
I talerz, i kubek zaczynają być w ruchu
Gładzisz powoli powierzchnie wszystkiego
Czystość i błysk, bez brudu żadnego
Wyjęte, mokre idą na szubienice wielką
I kropla spływa za następną kropelką
Wiszą bez ruchu aż cały pot zleci
Schowane następnie gdzie słońce nie świeci
Lecz ujrzą światełko gdy czas ich nastanie
Jak przyjdzie kolacja bądź drugie śniadanie
Poczują swą wartość lecz tylko na chwile
Bo znów będą brudne w straszliwej mogile

Czytany: 745 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ