śmierć


pośród mroku i ciszy śmierć się błąka
swoim tchnieniem gasi niedopałki żyć
grozą ścina skórę na karku
biała twarz bezkrwisto pusta
z cieniem smutku za przydzieloną rolę

głowa skrywa swą chudość
w czeluści czarnego kaptura
biała koścista dłoń przecina nadgarstki
tlącemu się jeszcze strapionemu sercu

po pobladłej siwawej twarzy
plynie rachityczna kropla cierpienia
czy to jej czy moja?
czy to łza czy ulga?

miń już ciszo wieczorna
niewierna kochanko życia
patrząca oczami błędnego upiora
drżąca w chłodnym spojrzeniu lamp

świt obudzi nas i tak swym chłodem
wiejącym od białych całunów
śmierć odejdzie z nocnym łupem
choć teraz jej smutno i żal...

-A.G./01.02.10/

Czytany: 495 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: