Lutowe intermezzo
Gdy za oknem zadymka i zgnębiona ziemia
ciężko dyszy pod białym puchowym całunem
marzę o wonnej zieloni ogrodów gdy ściemnia
się niebo kreśląc purpurą zachodu strunę

amarantowe słońce na końcówce biegu
niczym soczysta wiśnia w soczewce – ogromne
na galeriach drzew różowi czapy śniegu
zdaje się, że widzisz - kryzy wonnych piwonii

a w oddali błądzi w przestrzeni cichy dzwonek
myląc zmysł słuchu – myślisz – tylko krok do wiosny
lecz to dźwięk lodowatej cieszy - nie skowronek
miły szum - nie strumyka, lecz stęsknionej sosny

jeszcze nie czas wychodzić z powłoki kokonu,
wszak wróble nie gwarzą z ogrodowym strachem
zbyt krótkie dni, mimo soczystych barw zachodu
asceza bieli skrzeczy, miast kwietnych zapachów

krzepię skostniałą duszę wiersza jasną smugą
luty kwili smętną dumkę na strunie serca
i czekam aż z przyrodą ze snu się obudzę
wiosną, gdy szmaragdowe rozciągnie kobierce.

Czytany: 1147 razy


=>

Najnowsze















Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ