Oczami Demona
Budzę się, lecz jestem inny,
Pełen grzechu, wszystkiemu winny.
W mym sercu lubieżne pragnienie,
Z oczu znikło przebaczenie.
Rozpościeram skrzydła czarne,
Na nic już Twe modły marne.

W górę lecę, aż nad chmury,
Padną ludzie, legną mury,
Ziemi dotknie mrok nieświęty,
Ja usłyszę: "Bądź przeklęty".
Lecz ja drogę już wybrałem,
Swe sumienie pokonałem.

Bez namysłu, bez litości,
Ostrze krwawe kruszy kości,
Szkarłat po mych dłoniach spływa,
Zew diabelski zmarłych wzywa.
Nie znam bólu, nie znam trwogi,
Każdy jest mi odtąd wrogi.

Horda Światła kroczy ku mnie,
Nie uklęknę - stoję dumnie,
Nic już mi nie pozostało
Z ludzkich cech - jedynie ciało.
Duszą moją bies ucztuje,
A ja patrzę, lecz nie czuję...

Wydajemy gniewny wrzask,
Mierzi nas duchowy blask,
Miecza już nie trzyma dłoń,
A pod nami mętna toń.
Poskromienie trwa Demona,
Bardzo cierpi a nie kona.

Ból powraca - jest nieludzki,
Na nic teraz Diabła sztuczki,
Tryumf odnosi zastęp świętych,
Miłosiernych, wniebowziętych.
Zło odeszło - jestem wolny,
Chociaż wciąż do gniewu zdolny.

Czytany: 628 razy

R E K L A M A

=>