Maligna
Budzę się, choć dalej śpię,
Mgła me oczy karmi fałszem,
Gęsta, mętna, mówi do mnie:
"Idź dalej, dalej, marszem!"
Czynię to, choć nic nie czuję...

Mijam domy, mosty, lasy,
Wszystko martwe, cmentarz wieków.
Kto tu żywy, niech przemówi,
Lecz słyszę tylko pomruki śmiechów.
Ich szyderstwo rozdziera me serce...

Stoję przed bramą zawartą pieczęcią,
Jedno słowo, jedyne - klucz Wybranych stanowi,
Nikogo więcej nie widzę, to pewne,
Przepadli, zawiedli - nie byli gotowi.

Jednak przed mną pieczęć trwa,
Gdzie odźwierny, mój przewodnik drogi?
Mgła opada, słonce wschodzi,
Czuję chłód w mym ciele srogi.

Nie mogę drgnąć chociażby, ni mrugnąć okiem,
Wiem, że ktoś się zbliża, niesie coś w ręku,
"Kim jesteś?" - pytam, i to samo słyszę,
Nie znam szczęścia, nie pojmuję lęku.

Ostatni przemarsz zbawionych,
Więcej nikt ich nie zobaczy,
Wierzeje puściły, światła wieczności,
Cóż znaczy to, cóż znaczy?

Zdumiony będąc, czekam...
Aż me imię wypowie,
Jeszcze chwila - już weszli
Wszyscy, powtórne pustkowie.

Dlaczego tu jestem? Co robić mam?
Nie mogę otworzyć do serca mego bram.
Konieczność spaczona, nie mam wyboru,
Muszę odejść - plugawca honoru.

Zawiodłem - ku temu nie ma złudy,
Lecz dokąd teraz, skoro cel stracony...?
W kim me zbawienie, w kim sens ukryty,
Kiedy przez wszystkich zostałem zdradzony.

I oto nadchodzi - orszak potępionych,
Kłamców i węży, morderców królowie,
Idą w kajdanach, idą, idą po mnie,
Czarne plemię, Upadłych mrowie.

Opór jest zbyteczny, koniec już blisko.
Klucznik bramę zawarł, ogień tańczy wokół,
Śmierć go roznieca, piękna i powabna,
Od teraz tworzy ciemności cokół,
A my jej pomoc niesiemy...

Snem zmęczony, budzę się, zlękniony,
Cicha nocy pełnia, szybki oddech, płacz cichy,
Wizje skończyły się, lecz czy to lepiej,
Gdy tutaj płyną krwią tryumfu kielichy...

Czytany: 420 razy

R E K L A M A

=>