niebłahy


Chodzi o to, żeby to wszystko widzieć
z przylegającej do sadu szopy z sianem

Obcasy dziewczyny żyletki chłopaka
święcie jak jego kolor i zapach sadu
przez szpary w ścianach sosnowych
zagląda wzajemność poprzedników

zadaszenie werandy obok stara lipa
tak zaczynam punktować historię

podwórko podarowane mi przez mamę
dzisiaj okrążone liniami pod napięciem
tu jest wiele rzeczy, jakich nie widziałem
do dzisiaj za powieką był tylko biały śnieg

Dwa tysiące dziewięć dwudzieste pierwsze stulecie.
Po wyjątkowo srogiej zimie straszą ociepleniem
na wzniesieniu po prawej za sadem jest cmentarz.
Pokrzepieni na duchu - nie muszą się już martwić.

Od czasu do czasu żałują,
że ci, co pielęgnują ich okrycia
nie są z ich pokolenia
- na szczęście co może się wydarzyć
gdy rozmawiać mogą z poetami.

Czytany: 580 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: