Słowo wiary


Przyjaciół nie mam
                            wielu
rozpierzchło się tam lub ówdzie
poza granice lepszego chleba,
nie mam z kim przełamać
dobrego słowa dla otuchy.

Przyjaciół nie mam;
pewnie mnogość nieprzyjaciół
szczerzących zawiść.

Wietrze mój
uniesiesz poszarpane skrzydła
czasu naznaczone klątwą
w przemijaniu …
mam lat trzydzieści siedem, oczy zmęczone
twarz zgarbioną,
niewiarę swoją własną
długo hodowaną.

Zamykam się w swojej pustelni
na pierwszym piętrze kamienicy
przy ulicy nijakiej
niechętnie okna otwieram
w dni kolejnych miraże

I jeszcze
znak krzyża wypowiadany zbyt często
świątyń pustka
niewydolność wiary dręczy coraz częsciej
dotkliwym bólem prawej komory.

Nie mówię
w milczeniu myśl- skończyło się i nic,

nie pyta nikt dlaczego
/bez znaczenia

Zamknięty w matematycznych regułach niewiary
nakazany jutro budować dla jutra
człowiek
zasypia niewolny

W przedspojrzeniu milknie
wczoraj zaledwie jeszcze
Duch pędzący wiarą w nowe wielkie
taki teraz blady
padły na kolana.

Świat skurczył się,
upłynnił w beztajemniczości
zamknął powieki pędem technologii

Przechodzień sumienie wygrzebał
z wysypiska śmieci,
deszcz padał jego łzami
krzyk beznadziei
krwawo rozdrapywał ciszę
purpurą płonącą nad miastem
Nic więcej.

Czytany: 637 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ