linie


                        żadna z przebytych przez nas przestrzeni nie odstraszała
                        szukaliśmy pomieszczenia.
                        czegoś po przeciwnej stronie ziemi. o ilości ścian
                        nie myśleliśmy żadnej wizji.
                        


miały być szyby na szybach paćka po deszczu.
taki znak na skraju spokoju.
kres wędrujących kropel. nie wiadomo gdzie
i po co.
zapach mydlin co nie dokucza. rozkładanie
kostek bielizny a w nich my zwinięci ślimaczo.

wspominanie czeskich filmów jest bolesne. takie
pozamykane w swoich domach.
mówiłem że to nasz klimat. a my nie wiadomo
po jaką cholerę opuszczamy ściany.

najtrudniej jest bez szafy. kochania się w kinie.
a w przedpokoju buty podobne do prerii.
nad wanną ręczniki z wyschniętej oazy.

wszystko ma swoje funkcje.
balkon i róża.
- czekamy na zmianę.
słońce i deszcz działają jak dezodorant.
niebo nie wyznacza nam żadnego terminu.
bodaj w linii prostej jest niedaleko.

Czytany: 572 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: