pokolenie kłamców
Boże, czy zaszczycisz mnie rozmową?
Pod czyja namową ulegniesz?
Przemów do ludu nareszcie!
Cisza nieznośna w tym ziemskim areszcie przytłacza
Wciska w ziemię z całej siły
Ludzie pozują wciąż na miłych
Ukrywają swoje złośliwości
W obawie przed ujawnieniem człowieczej słabości
Chowają się jak tchórze przed wrogiem
Wygodne milczenie jest ich bogiem
I tonę w tym morzu kłamstewek niewinnych
Brakuje mi tych nieskażonych uśmiechów dziecinnych
Które wychylały się bystro zza krzaka
Wstrzymywały lot leśnego ptaka
Rejestrowały chwile ulotne
Rodziły myśli tak płodne
Rzeczywistość śmiechem zagłuszały
Serca dawno ostygłe do życia przywracały
Sumienie wdziera się bez pukania
I namawia do pojednania
Naprawienia krzywd wyrządzonych i
Opatrzenia ran zakrwawionych
A ja nadal odczuwam jej brak
Tej autentyczności niepowtarzalny smak



Czytany: 1819 razy

R E K L A M A

=>