przedwiosenny bełkot
Wieje wicher bardzo straszny
Taki jakby niepoważny
Otulił już wszystkie drzewa
I bez skrupułów dalej śpiewa
Nie baczy na gałęzie zniszczone
Ani na liście rozwichrzone
Nieprzerwanie stawia opór
W dłoniach bezkształtnych trzyma topór
Walczyć chce, lecz przeciw komu?
Skoro wszyscy siedzą w domu
Strach obleciał nawet pana
Pada przed nim na kolana
Blaga prosi
Wije się i trzęsie
Co mu wicher ten przyniesie?
Czy odejdzie sobie zaraz?
Czy uderzy zaraz w pana?
Wiatr ten wieje już od rana
Wstrząsnął życiem nagle pana
Skrępował ruchy i pognał na krańce
Dal mu: Raz! Dwa! Trzy! Kuksańce
Pogroził palcem niewidzialnym
Wykrzyczał do ucha stare dzieje
Rysował cierpienie na ludzkim ciele
Nagle
Cisza....
Milczenie uspokaja pana
Odgania widma pulsujące jak rana
Pan wiatrem jeszcze pijany
Na ciele podarte łachmany
Rozgląda się dookoła
Cisza jakby grobowa...
Zdziwienie nie znało granic
Lecz nie mógł ruszyć za nic
Bał się beznadziejnie
Znów ciało przeszyły dreszcze
Czy zakończono tortury wreszcie?
Wtem słońce wielce zaspane
Odsłoniło wiosenną firanę
Nieświadome uprzedniej wichury
Uśmiechnęło się niewinnie zza chmury
Zaświeciło na firmamencie
Pobudziło do śpiewu łabędzie
Naprawiło struny zerwane
Przywróciło pieśni przerwane
Pan zaskoczony pogodą
Ruszył zesztywniałą nogą
W kierunku mu nieznanym
Widocznie bez celu był pognanym
Teraz obudził się z letargu
Znalazł ścieżkę - tam w parku
Napis widniał wysoki
„TĘDY, PANIE DROGI!!!”



Czytany: 1124 razy


=>