Marcel_Młyńczak - Polija_i_Fryderyk .: Wierszoteka Ibki :.

Polija i Fryderyk
Op. 1 Nr 11

Rapsod I

Na najwyższym przy morzu wzniesieniu,
Gdzie tylko śpiewu i szelestu brzmieniu
Myśli można poświęcić; działa się owa
Historia, nazywać można - bursztynowa.
Tam, Górą Chełmską zwać ją przyjęto,
Tak kształt kopuły w słowa ujęto.

Zaiste! Czas dawny temu to trwało,
Kiedy nie trzeba, ale co się działo
Należy wspomnieć dla magii lokalizacji,
Gdzie można dać sercu stabilizacji.
Ale te drzewa pamiętają zdarzenie,
Które tu miało miejsce niepostrzeżenie.

Na samym szczycie swoją siedzibę miała
Królewna Polija, której sukienka biała
Nie dla wszystkich oglądania dana
Jeden Fryderyk widział ją co rana.
Rycerz to był mężny i waleczny,
Przychodził do pięknej podopieczny.

Zawsze rano ze szczytu go wypatrywała,
Zawsze na powitanie nowy wianek brała,
A rycerz przychodził z jednym kwiatkiem;
Było to dla jego cnoty jedynie dodatkiem.
Miłe bardzo te przywitania chwile,
Już kończyło się życie w samotności zawiłe.

Bo jak Polija z Fryderykiem razem byli,
Wtedy po leśnych dróżkach kroczyli.
Ileż to rozmów, ileż to chwil cudownych
Bez dźwięku ludzkiego, gustownych
Spojrzeń, wzajemnej miłości i czucia;
Próżno by było szukać takiego uczucia

Gdzieś indziej, w innych stronach,
Innej wsi, innych miastach i regionach;
Bo takiej pary nie będzie i nie ma
Tylko wtedy taka więź między obiema
Czystymi duszami się zawiązała,
Z pracy boskiego Erosa czerpała.


Rapsod II

Zdarzył się pewnego dnia poranek,
Że na czas nie pojawił się kochanek.
Do wielkiego zdziwienia to doprowadziło,
Które od razu na twarzy Poliji się objawiło;
Już wzrokowi poszukiwania powierza,
Wypatrując po dolinach swojego rycerza.

A Fryderyk nie mógł zjawić się w tym czasie,
Bo go zatrzymał obowiązek na trasie;
W trakcie drogi do swej ukochanej
Pojawił się na ścieżce na Górę tylko jemu znanej
Zbójca, wielki nieznajomy, zdążył się jedynie
Przedstawić, nic nie mówiąc o swoim czynie.

Szybko z szablą wyskoczył na rycerza,
Ale rzecz dziwna, nie wziął nawet pancerza
I głęboką mu ranę zadał Fryderyk i znów
Miał drogę wolną do pięknych terenów,
Gdzie czekała już na niego piękna Polija;
Miejsca, którego nie zwykł omijać.

Gdy już dotarł na Górę, gdzie kochanka
Czekała, spostrzegł, że inaczej wybranka
Patrzy na niego, jakby z ukosa, zdziwiona,
Tak naprawdę była mocno zaniepokojona.
Bo nigdy Fryderyk jej na taką próbę czekania
Nie wystawił, godne były przyczyny zbadania.

A więc szybko z pytaniami rozpoczęła
Zaskoczony rycerz, bo taka go dotknęła
Trwoga, nic na początku nie powiedział,
Nim zdążył myśli zebrać, już siedział;
Wtem Polija zaczęła, zmieszał się niesłychanie,
Nie spodziewał się, że takie będzie jego powitanie.

Mocna rysa na tym uczuciu się pojawiła,
Taka odległość, taka suchość od nich biła.
Nie wiadomo nawet, jaka była tego przyczyna;
Toż Fryderyk musiał się na drodze zatrzymać.
Księżniczka widzieć tego zdarzenia nie musiała,
Ale bez wytłumaczenia swojego rycerza oceniała…


Rapsod III

Polija
Nie wiem, co teraz można powiedzieć!
Dlaczego to zrobiłeś, chciałabym to wiedzieć;
Nie spodziewałam się tego po tobie
A ty, widzę, myślałeś tylko o sobie…
I cóż ma teraz począć moja słaba dusza,
Kiedy mój rycerz mi ją tak mocno narusza?

Fryderyk
Jak mam przemówić do mojej pani
By w końcu wysłuchała mej krtani,
Której struny chcą przekazać całą prawdę;
Mojej zwłoki, całego zdarzenia, i zaprawdę
Nie ominąć żadnej kwestii, żadnego słowa.
Prawdziwa będzie cała moja mowa!

Polija
Straciłam do ciebie zaufanie, rycerzu.
Zauważ że nie mówię już: mój rycerzu!
Nie wiem, czy zdołam uwierzyć;
W twoją ową opowieść zawierzyć.
Bo to będzie chyba tylko tłumaczenie
Z moimi uczuciami jedynie bawienie.

Fryderyk
Czym ja szczery zasłużył na taką ocenę?
Ja mówiłem, że nigdy się nie zmienię
Dla mojej pani, i teraz też tak jest,
Że chciałbym wykonać tu gest
I całą spóźnienia przyczynę przedstawić
Pomnik zawierzenia w tobie znów postawić.

Posłuchaj proszę! Gdy do ciebie swoje kroki
Czyniłem, na mojej drodze pojawił się zbój wysoki.
Wyskoczył na mnie z mieczem, ale to ja
Wygrałem, bo ten pancerza widocznie zapomniał.
I po tym już szybko mogłem zdążać do ciebie;
Nawet nie spojrzałem, jaka pogoda jest na niebie.

Polija
Zmyślna twa historyja, naprawdę fantastyczna;
Godna pieśni, na pewno, ale nie autentyczna.
Ja nie chcę słyszeć już kłamstw z twoich ust.
Teraz to ty dla mnie jesteś już tylko oszust!
Pozwól, że nie będę już ciebie więcej widziała…
Tak moja ostatnia wypowiedź do ciebie brzmiała…

Czytany: 641 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ