Ekumena
Rok 2005

Cicha, brudna, przemoknięta
Stała na ulicy.
Widać było – przez Ducha nie była tknięta,
Przeszkadzała stolicy...

W dłoni trzymała zapałkę,
Powoli gasnącą,
W ekumenie żyła za miarkę,
Od biedoty rosnącą.

Przechodził niedaleko ksiądz,
I mówił, bo takie jest życie.
Nikt nie namawiał, że ma rzucić pieniądz,
Lecz kochać swą córkę skrycie.

Kapłan popatrzył, dalej odszedł,
Nie chcąc w życie jej wchodzić,
Zostawił ja na dworze,
A Ona dalej zbawieniem się głodzi.

I kto w naszych czasach ma zadbać,
O zmartwychwstanie na Ziemi?
Kapłan, który boi się bać,
Czy dziewczynka, która biedą się dzieli?

Czytany: 715 razy

R E K L A M A

=>