Taniec nocnego motyla ( ballada)
Przed ścianą lasu, płomień ogniska rozświetlał drogę,
wokół wroga cisza, z ciemnej kniei wiało chłodem.
Zimno samotności przeszyło kości, lód serce ściskał,
strudzony wędrowiec marzył o bliskości ogniska.

Zmęczony już, podjął wyzwanie ponad swoje siły.
widok ogniska nęcił, zachęcał go obraz miły.
Muskał myślami ciepło, snuł bezkres marzeń nici,
wiedziony tam zmysłami, nadziei się uchwycił.

Przysiadł zziębnięty przy ogniu na granicy snu i jawy,
uśmiechnął się do swych myśli, jak do pięknej zjawy.
Płomień podniecał, iskrami budził tęsknoty miłe,
wciskając się w duszę, przemierzał jej ścieżki zawiłe.

Zanucił wędrowiec pieśń o szczęściu i z brzaskiem,
zapomniał o chłodzie, zauroczony ogniska blaskiem,
oddał wszystko - całe istnienie. Wędrówkę odłożył,
a bogactwo duszy, na szalę miłości położył.

W miłosnym kręgu, odziany w poświatę księżyca,
Wszystko zdawało się być piękne i pięknem zachwyca.
Tańczył w korowodzie zmysłów pozostając w ich mocy,
gdy od strony lasu, co czernią syci krajobraz nocy,

zbliżała się zjawa, lub zło może - wyszło z chaosu.
Zbliżyło się do ogniska, licząc na zamianę losu
wędrowca, co w szczęściu zapamiętale zmysły pławił.
Jak nocny motyl nad ogniskiem beztrosko się bawił.

Jak ociemniały - dotykał ognia na znak powitania,
brnął w gąszcz myśli ze snu, tęsknoty i czekania.
Zatracał się, to znów swe serce podawał na dłoni,
wierząc obietnicom z purpury, o tuberozy woni.

W popielisku mara kolory zamieniała bez końca,
to zdaje się – purpurowa, to znów– złota jak słońce.
Lecz na wskroś zła od swej podstawy aż do szczytu,
rodowodem ze świata zgaszonych już błękitów.

Wyciągnęła dłoń po serce w niewolę już oddane,
przywłaszczając, jak swoje, w zamian dała niedolę.
Ta zaś, posłuszna jej dłoniom i koszmarom sennym,
z odmętów zdrad wynurzonych, i z mgieł bagiennych.

Nie pomógł sercu spiż i temu kto ślepy w tej mierze,
spłonęło serce w płomieniach, została otchłań, skąd bierze
początek - ból i tęsknota, twarda, czarna, jak heban.
Miłosnych iskier rój uleciał w czerń nocnego nieba.

O czym ta ballada, pytasz czytelniku? O miłości ślepej,
O miłości słodkiej i wrzącej, jak słodki ulepek!
Kim jest wędrowiec?...może być nim każdy z was !
A gdzie jest zło - szukać je w lesie, a może w nas?

Zechciej pamiętać czytelniku o starej zasadzie,
Na szalę miłości wszystkiego, do cna, się nie kładzie.
Chcąc zachować w zdrowiu, po zdradzie, duszę swą,
Bądź raczej płomieniem namiętności, a nie ćmą !

Czytany: 2048 razy


=>

Najnowsze















Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ