kochanie i dziura w systemie domino



sztywno obramowane na ścianie obrazki
jak już nie mam recepty na dzień, lgnę do nich
chcę, żeby był to ołtarz mojej mamy znów
zamieniam w ołtarz święty całą ścianę i tę komodę
wszystko mam w spadku
- ten zapis jak modlitwę niepokalaną

konwersacje wykolejone z pieszczot wciskam pomiędzy
aż za opamiętywanie się o granicach naszych łóżkowych dekoracji
w porządku zapominania nie starzeje się cnota podarowana
ta ściana i my nie jesteśmy nic a nic starsi
od wspomnień o umieraniu

po co mamy przeżywać od nowa
umierać przypadkiem – i to z miłości
z tego kontekstu nie może być głupie
spotkanie się z początkiem naszego kochania
gdy przelatujemy siedmiomilowo przez wszystkie siedem gór głównych
licząc na dziurę w systemie domino

zapomnieć o spiżarni z zapachem komornika
znowu ustalać temperaturę dnia porannym dotykiem
a pod całunem nocy
z zasłoną malowaną orchideą
przywołać oświecone księżycem noce
w wiecznym uczuciu darowania sobie cnoty
jak ścisłości - ideałom

Czytany: 930 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: