Zmierzch bezpowrotny
Różowieje o zmierzchu twój spłowiały liścik...

Wóz turkocze za oknem. Może sen mój właśnie

Tak odjeżdża w złą ciemność — śpiewnie i kolaśnie...

W niebie — drobnych obłoków napuszysty wyścig!



Reszta Boga — w niebiosach! Zachód, tlejąc, zrudział.

O, uwierzyć w tę Resztę i potrwać w tym błędzie!

W dziejach gwiazdy najdalszej brać zawrotny udział

I zawczasu już srebrnieć tym, co kiedyś będzie...



Lub tam, gdzie żale świata na szczytach się śnieżą,

W tym śniegu, w tym wzbielalym ku zaciszom zgonie

Znaleźć dwie załamane, dwie bez jutra dłonie

I całować, nie wiedząc, do kogo należą...



Gdym twe dłonie w wiosennej całował zamroczy,

Cóżem wiedział o tobie? Nic — śnie mój nietrwały!

A kochałem twe dreszcze, i duszę, i oczy,

I świat cały — i usta — i znowu świat cały!

Czytany: 2471 razy


=>