***Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota...
Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota:

Kto całował twe piersi, jak ja, po kryjomu?

Czy jest wśród pieszczot choć jedna pieszczota,

Której, prócz mnie, nie dałaś nigdy i nikomu?



Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi!

Poniżam dumę ciała i uczuć przepychy,

A ty i odpowiadasz, żem marny i lichy,

Podobny do tysiąca obrzydłych ci ludzi.



I wymykasz się naga. W przyległym pokoju

We własnym się po chwili zaprzepaszczasz łkaniu

I wiem, że na skleconym bezładnie posłaniu

Leżysz, jak topielica na twardym dnie zdroju.



Biegnę tam. Łkania milkną. Cisza niby w grobie.

Zwinięta, na kształt węża, z bólu i rozpaczy

Nie dajesz znaku życia — jeno konasz raczej,

Aż znienacka za dłoń mię pociągasz ku sobie.



Jakże łzami przemokłą, znużoną po walce

Dźwigam z nurów pościeli w ramiona obłędne!

A nóg twych rozemknione pieszczotami palce

Jakże drogie mym ustom i jakże niezbędne!

Czytany: 4105 razy


=>