Marianowi Kisielowi
Jeśli będziesz odchodzić Orfeuszu, nie zostaw ognia
w ciasnym domu bez ścian, w małym kraju bez granic.
I wiatru nie uczyń nad gorzką trawą naszej równiny.
Nie mów ani słowa, nawet samemu sobie, nie trzeba.
Śmierć czyha na pretekst, na samotność i zawsze.
Kobieta chłodniejsza od śniegu nie pójdzie za tobą.
Wytrzyj szron z ust nabrzmiałych żądzą i pamiętaj.
Pamiętaj tłum ciskający kamienie w okna kościołów.
I odrzuć twoją książkę, nazbyt powolny był to miecz.
Jeśli będziesz odchodzić Orfeuszu, nie oglądaj się,
idź głuchy i bez złudzeń, gdyż tak wielu zawoła.
Czy uwolniłeś jakąś prawdę od alegorii i kłamstw?
A może rąbałeś węgiel, topiłeś żelazo lub donosiłeś?
Nigdy nie byłeś potrzebny, łatwo stałeś się zbędny.
Nie pytaj więc, kto żyje, a kto umiera i dlaczego.
Nie pytaj z kim śpią kobiety i kogo tak boi się tłum.
Trawa cierpliwie gnie się pod rzymskim sandałem.
A ty chcesz rozbić mur lustra na twej drodze do Boga.
Przecież trawa nie przygląda się ani Bogu, ani tobie.


Czytany: 651 razy


=>