Tomaszewski_Andrzej - Parasol .: Wierszoteka Ibki :.

Parasol
Będąc przejazdem w jakimś mieście
Szedłem ulicą
Od tak bez celu, przed siebie
Gdy nagle coś spostrzegłem
Podszedłem bliżej, a tam na chodniku
Leżał czarny parasol
Biedak był cały brudny
Stłamszony
Zdeptany
Po prostu w opłakanym, agonalnym stanie
Już chciałem przejść obok niego obojętnie
Gdy ten ostatkiem sił swoich
Przemówił do mnie ludzkim głosem, mówiąc – Weź mnie proszę
Stanąłem – Ze zdziwienia, a może ze strachu
Słowa nie mogłem z siebie wydusić
Gdy ochłonąłem po chwili
Nie wiem w jaki sposób, ale ten parasol znalazł się w mym ręku
I w tym momencie deszczyk lekko zaczął siąpić
Spojrzałem w niebo
A ono chyba zapowiadało rychłą ulewę
Bez namysłu otworzyłem nad sobą
Znaleziony przed chwilą parasol
I co się okazało
On był cały dziurawy jak przysłowiowe sito
Gdzie ja się teraz przed ulewą skryję
Kap,
             kap,
                            kap
Krople spadają na ziemię z coraz większą siłą
Lecz o dziwo ani jedna mnie nie zmoczyła
A wiecie dlaczego
Bo to nie był taki zwykły ot sobie parasol
On był parasolem z bajki
Który zgubił tutaj przypadkiem, jakiś roztrzepany czarodziej.
Od tamtego czasu ten parasol do dzisiaj mi służy
Gdy idę z nim ulicą i w czasie deszczu trzymam go nad sobą
Przechodnie pukają się w czoło
Lecz ja się tym zbytnio nie przejmuję
Bo oni choć mają nad swoimi głowami rozpięte piękne parasole
To niejeden z nich wraca do domu strasznie przemoczony
A ja choć mam nad sobą parasol dziurawy jak sito
To do domu wracam zawsze cały suchy

Olsztyn 20.08.2006.

Czytany: 1820 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ