TREN
Styczniowa noc kurczy się jak robak
Budzę się igłą światła ukłuty w powiekę
Ktoś obcy i niewidoczny zabiera sen
Leżę na zimnej szybie prześcieradła
Patrzę ku niemu chciałbym z kimś mówić
Bo jak tak żyć nie śniąc śpiewu łabędzi
Ty przyjacielu nie przychodzisz na wódkę
Gdzieś daleko przejeżdża pociąg z węglem
I na pękniętym stole szklanki drżą
Nie ma wódki nie ma kobiet nie ma piosenki
A ten obcy ktoś kogo nie mogę dostrzec
By zwęglić sen mnie go w papierową kulkę
Potem wsypuje popiół do szarej koperty
Czyni swoją powinność tak dyskretnie
Przeszywa moją głowę nitką posłuszeństwa
Jak nie zapukał tak nie trzaska drzwiami
Gdy wychodzi obcy niewidoczny i obojętny
Z zaspy poduszki wygrzebuję sopel noża
Bezradny w ręce co słucha głowy nie serca
Bardziej bolesny od ran w których mięknie
Nie szkoda mi tych strumyków świeżej krwi
Są ciepłe i lepkie jak kobieta trochę głupia
W której zanurzyłbym się cały aż po śmierć
Jeszcze chciałbym z kimś mówić w styczniu
Ale wszędzie głosy zastygły i ustała miłość
W mojej głowie grzechoce bilon strachu
Nie mogę zasnąć liczę długie pociągi z węglem
Żeby tak zapomnieć o zaletach posłuszeństwa
O ciasnym mieszkaniu o suchej pościeli
I o braku wzajemności u kobiet które kupuję
Choć rzadko płaci się tylko lodem pieniędzy
Gdy wszystkie kobiety są wdowami po zabitych

Czytany: 810 razy


=>