Poezja dywanu i Twojej pustej pidzamy.


                w kuchni szczekaczka pluje już gorącą kawę budzę się.
                budzę jeszcze spokojnie śpiące dywany. nie dotykam ich.

poranek tak jak każdy inny. bez mała inny
gdyby nie pusta obok twoja pidżama.

opary wczorajszej poezji
moich myśli o nas dla nas
mieszają się z zapachem
zawsze rozmownej kawy
wonią wyduszanej trzciny.

znudzone już na ścianie reprodukcje
nie opowiadają nic nowego
dzień ma być nowy.

bez ciebie

a jednak
zachowam się jak przy tobie.
włożę koszulę wyprasowaną
bo taką lubisz
będę udawał
że spacerujesz obok.
rozłożona gazeta
której nie będę czytał
bo jak mogę czytać przy tobie.

powołam się na plan miasta
przechodniów pozdrowię w naszym imieniu.
przemilczę opowiadania. marzenia.
kolejne wspólne grzybobrania
jak coroczne smaczne bajki.

i o tym pieprzonym poddaszu
którego się wstydzę
bo nie ma windy ani nadziei
tylko przechodniów narzekania,
że się żyje bo musi się żyć tak czy inaczej.

w tym życiu
narzuconej nam przez mieszkańców nieba wieczności
tak czy inaczej nieobecnych miedzy nami. nikt nie rozumie.
mówi się tak. robi się inaczej.
robi się tak. mówi się inaczej.

nawet poeci nie są tego samego zdania
w jednych kipi złość
inni nie wiedzą jak i że warto wybaczać.

za trochę poezji
na straganach pomiędzy szmirą i chałą
odrobinę zapachu
Twojej pidżamy

- poczekam
na tym samym parkingu
na którym się nasze oczy żegnały.

Czytany: 1081 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: