Dziewczyna w bieli
W koronkowej sukience szumiącej bielą
z parasolką w dłoni, kremowymi trzewikami
stukając o kryształowe pocałunki
mieniących się tęczą kałuż.
Jakbym gdzieś już ją widziała.
Jakby od zawsze mieszkała w moim lustrze
i jakby co dzień spoglądała na mnie
krytycznym wzrokiem niezadowolona z niczego.
Ma karminowe usta i alabastrowe dłonie
kurczowo ściskającą błękitną husteczkę.
Znowu sama, ale nie samotna.
Ciągle szeptająca jak modlitwę
"Teraz proszę teraz, ale nie na zawsze"
Wiem jeśli ją zatrzymam rozpozna mnie,
a wtedy zdejmie swój kapelusik
i przeczesując kasztanowe włosy
roześmieje mi się ironicznie w twarz,
by powiedziec mi, że nie jestem nią.
Wystarczy, że położy mi palec na ustach,
że zamknie oczy,
wyjmie mi serce i połączy ze swoim.

Ona jest inna tamta. Ona.
Taka jaka nigdy nie była
i już nigdy nie będzie.
A w mojej dłoni zaciśniętej w pięśc
błękit jej spojrzenia pozostanie tam
na pamiątkę.
Kilkoma krokami mijam siebie.
Oglądam się za siebie,
lecz jej już tam nie ma.
Ale dlaczego jej serce bije moim?
Jak to możliwe, że moje słowa
są jej myślami?
I dlaczego nieustannie za mnie odpowiada?!
Dlaczego nie chce poczuc jak to jest
miec siebie tylko na wyłącznośc?
Kim ona jest aby za mnie wybierac?
I dlaczego ciągle na nią napotykam?

Spogląda mi w oczy zimna
jak królowa śniegu i odtrąca mnie
od siebie.
Zrywa z ręki zegarek i mówi,
że czas dla niej już się zatrzymał.
Ale przecież ja ciągle idę codziennie
tym samym chodnikiem.
W jej oczach tli się iskierka nadziei,
ale w moich płonie już żar nienasycenia
teraźniejszościa.
Ona potyka się i czeka az ktoś poda jej rękę,
a ja wstaję otzrepuję sie i idę dalej.
Więc czemu jest moim lustrzanym odbiciem.
W dzień przecież widzę jak idzie powoli ulicą,
zmysłowo odgarnia włosy z twarzy
i przeglada się w wystawach sklepowych.

Ale ja nie mam sukienki z falbankami,
o parasolce czasami zapominam,
a zamiast trzewików tramki na nogach.
No i ona nigdy nie patrzy
oczami drugiego człowieka.
To co widzę jest moje, nasze i całego świata.
Nie mam jak ona naszyjnika z pereł
i nikomu nie rozkazuję.
Bywam nieufna, a jednak wierzę.
Pragnę, a jednak czekam cierpliwie.
Uśmiecham się do gwiazd,
ale i pokornie ich słucham
i szeptem wypowiadam te słowa,
a jednak słyszę je na dnie siebie.

Nie widzi mnie i tym razem,
ale nieustannie poszukuje.
Chce zawsze zatrzymac mnie tylko dla siebie,
ale nigdy jej się to nie udaje.
Sypia tam gdzie i ja, a jednak co rano
budzi się otulona zimną pościelą.
Bo ja czasami bywam nią dziewczyną w bieli.

Ps. Nie piszcie w komentarzach, że wiersze są długie, bo wiem o tym. Poprostu mam taki styl tworzenia. Pozdrawiam:)

Czytany: 3042 razy


=>