Róża bzem pachnąca
Idzie ulicą tonąc w fiolecie bzu,
widzi swoje szepty pływające wśród drzew
ciekawe kim jest ta dziewczynka?
Może Amelia, albo anielica
co sfrunęła z błękitnego łóża?
Siedzi sobie na huśtawce i wesoło
się do kogoś uśmiecha,
ostatnie dziecko wieczoru,
za nią las tysiące bajeczek mogące
doprowadzić do skraju szaleństwa
gdy się zdenerwują.
Dziewczyna wydaje się jakby weń wtopiona
w obraz.
Obraz dziewczyny w białej sukni na łące
z parasolką w tle zachodzącego słońca
mrugającego jej figlarnie na dobranoc.
Jakby pioruny ciskane między niebem,
a ziemią w zapierających dech w piersiach
rozbłyskach. Jakie pytanie?
Przecież ono już dawno temu zostało zadane.
A odpowiedź i tak wszyscy już znają.
Widać to po zniecierpliwionych minach
przechodniów.
Dziewczyna ani trochę nie jest smutna, raczej
w swej nieśmiałości wręcz poruszająca,
wygląda jak laleczka na wystawie
"Kup mnie, tak bardzo proszę"
Wiem, że chce się przytulić do chmur,
sięga już porcelanową rączką
i zastyga w bezruchu,
czuje jak figlarne promyki słońca
chcą jej towarzyszyć,
ale i być wolne od wszelkich trosk
ludzkiej zwyczajności.

One nie wyglądają jak chłopcy rozdający
bułeczki za rogiem ulicy nazwanej
nieśmiałą tęsknotą.
Nawet nie zdają sobie sprawy,
że każda chmurka
może być ich nieśmiałą myślą.
Nieśmiała dziewczyna, rozgląda się zwstydzona,
przyklęka i pragnie zatrzymać w dłoni
ślad swych stóp mieniące się zielenią
jej myśli tulące się do policzka
fotografia jakby z przed paru ładnych lat,
radosna jak jabłuszko buzia i dwa piwne jeziora.
Mając w pamięci ten wzruszająco
dziewczęcy uśmiech i tak idealnie
pasujące do niej figlarne oczy.
Ptaki zatańczyły kilka taktów walca i jakby
tym speszone czympręddzej uciekły do dziupli.
Slychać dzwoneczki z kryształków lodu,
sen zamknięty w perełce na dnie oceanu.
To nieubłagana cisza przed burzą,
lecz burzy ekstazy zmieszanej z nieśmiałością,
które będzie dążyło do zespolenia się w jedności,
taniec ramię w ramię subtelny i niewinny.

Zacznie się lekkim deszczykiem, a skończy
ekspresyjną wichurą zapomnienia
się w ekscytacji.
Nawet listek nie zadrży,
słychać leniwe bzykanie muchy.
Ona idzie z zadziwieniem rozglądając się
po niebie z nudów licząc kolejne chmurki
śpieszące się lecz powoli wiedzą,
że szczęśliwi dni i godzin nie liczą.
Co się stało z tą obsypaną różowym
kwieciem nieśmiałości dziewczyną?
Poszła na lody, czy do parku?
Wreszczie drżenie każdego listka
od drobnych plamek na ich licu
do kruchych idealności spojrzeń,
wciska się jej nawet do butów
i włazi niecierpliwie za kołnierz.
Nawet kałuże nie robią jej różnicy
i tak jest przemoczona kolorami tęczy.
A radości ma tyle w sobie,
co promyk słońca złota w każdej dobie.
Wystarczy na milion uśmiechów
skrytych za kołnierzem chociażby za jeden
grosz.

Ps. Nie piszcie w komentarzach, że wiersze są długie, bo wiem o tym. Poprostu taki mam styl tworzenia. Pozdrawiam:)

Czytany: 2486 razy


=>