o zapachu z lat osiemdziesiątych


mój sąsiad, tak jak i ja z dziada pradziada rolnik. do pracy
na gospodarce miał dwanaście kilometrów.
szyby naszych aut były jak witraże. w pudełku ruskie pierogi
obok jeszcze zimnego masła. to nie było tylko jakieś tam jechanie
ale. przeżycie bycia kimś i czegoś czego nie mieli inni.

dzień był rozgrywany w dwóch aktach
w drodze po gorącym asfalcie i w zarządzaniu gospodarstwem.
uwielbialiśmy zapach koszonej trawy, ludzie o tym wiedzieli
może dlatego nie dotykali naszych samochodów.

króliki dawaliśmy zabijać innym. były białe.
aż mi wstyd, że nigdy o tym nie pisałem wierszy.
dzisiaj tu rosną następne Rzeczypospolite.

Czytany: 988 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: