Silence, a dead wind blowing
Cisza,
Gluchy wiatr wieje…
Pustka,
Ciemnosc sie smieje...
Samotnosc,
Nikt mi jej nie odbierze...


Nicosc mego pokoju przeraza mnie,
Siedzac w nim sama
Widze jak pajak przedzie srebrna nic,
Jak cienkie babie lato
Ktorego tak brakuje mi ,
Czerwone jak krew liscie
Sa niczym,
Nie slysze chrobotania
Dojrzalych kasztanow,
Nikt mi nie podaruje jesiennego
Bukietu,
Ni ludka z zoledzia
Co ma lapki z zapalek,
Sama bede odgarniac grabiami
Palete lisci,
Sama sobie splote korale
I zawiesze na cienkiej szyji,
Szeptow takze slucham
Samotnie,
Deszcz ze mna rozmawia
Jak szczery przyjaciel,
Utracilam zycie jak piekne drzewa
Traca letnie przebranie,
Niedlugo i ja bede sie trzasc
Od grudniowego zimna,
Nie poczuce cieploty
Twego ciala,
Oddechu jak zycie
Cieplego,
Pocalunku jak trzask
Zaru w kominku,
Sama sobie wrzuce prezent
Do wielkiej skarpety,
W odosobnieniu odspiewam
Kolede,
Dzwiek dzwoneczow zagra
Mi kolysanke na wieki.

Silence,
A dead wind blowing...
Emptiness,
Darkness grinning…
Loneliness,
Mine for age keeping…

Czytany: 949 razy

R E K L A M A

=>