[17] epitafium na 2006 łez
to się stało naprawdę, dnia zimowego u początku roku obecnego;

z przyjacielem moim siedząc w parku o porze porannej
i nieprzyzwoitej, wspominaliśmy ...

czas płynął nieubłaganie, jak nieubłagane jest lanie
za plamę
na nowej maminej serwecie;
więc płynął, bo ma płynną naturę, więc płynął, bo już mu czas było spływać,
nie pytał nas o zdanie, bezczelnie zaczął ubywać;

wśród różnych spraw ważnych,
wśród tych gdzie przyjaciele
mówić muszą niewiele,
bo słowa giną w jeziorach niewerbalnych,
oralno-analno-gestykularnych,
tam właśnie wspomniałem kobietę …

nie każdą jedną, nie dziwkę, nie siostrę, ni posąg, ni rzeźbę,
ni zdjęcie, ni majak, ni sen,
lecz pragnienie
lecz jedną jedyną, najmilszą, najbliższą, najczulszą, najdzikszą,
me dziś-nie-spełnienie;

my sobie marzeniem-spełnieniem-dążeniem-pragnieniem,
tak śpiewaliśmy okamgnieniem;
pierniczkiem, lukierkiem i pysiem i misiem
i wszystkim i niczym i zewsząd i znikąd i zawsze i nigdy
i bólem i strachem i deszczem i dachem i czasem
i drogą i ogniem i znakiem i światłem i cieniem i tęczą
i słowem i dźwiękiem i kocem i nocą i plażą i falą
bliskością i dalą,
całością, nicością i drzewem i krzewem i puchem
i ruchem, najmniejszym okruchem,
spokojem i wojną, popiołem i dreszczem
i sam już nie wiem czym jeszcze …
i aż tak być mieliśmy, że nam napiszą na grobie: „Ty mi a ja Tobie !!!”

przyjaciel mój patrzył jak łza i czas płynie, po tej wspaniałej dziewczynie;

pokazałem mu pocztówkę i zdjęcie i wizytówkę,
nie trzeba było więcej - zrozumiał wymówkę;
o tej jednej co me oko z bursztynu nosiła na palcu,
o tej jednej co włosy miała jak z czasu a skórę jak z czystej radości,
o tej jednej co wolała mnie złościć, niż tulić lecz potrafiła me serce rozczulić,
co chciała tańczyć – szalona - cieniem na wodzie,
o żonie straconej w przedślubnym rozwodzie;

o Tobie mój świecie, o Tobie księżniczko, o Tobie ma Żabko,
mój słodki kwiatuszku, mój laurze i mój peletonie,
którego już nie dogonię …

to Ty miałaś dzieciom grać na pianinie,
na moim ramieniu spoczywać po kinie,
po parku biegać i błyszczeć mym złotem,
w podróży przez życie być moim pilotem,
herbatę naparzać i tam na balkonie,
swym wdziękiem na starość masować mi skronie …

czy wiesz, że we wszystkich odcieniach kobiety,
Twych włosów koloru powielić nie mogę,
że głosu Twego zapomnieć nie sposób,
Twych dłoni, tak małych i silnych zarazem,
Twych palców co świata obrazem
bawiły się w dźwiękach,
Twych nóg w tych kusych letnich sukienkach,
oczu Twych czekoladnych, brązowo-przesadnych,
języka, co mówił bez słów i piersi tak kruchych jak lód …

dla Ciebie w każdej budce telefonicznej, każdego nowego jorku, każdego świata,
wykrzyczę w oko każdej kamery,
że do cholery !!!
nie ma takiej kary, nie ma cierpienia nie do zniesienia,
nie ma bólu istnienia, co na sucho depiluje moją duszę,
i że się nie równają żadne katusze
z tym, że Ciebie już nie ma !!!

i krzyczałem, wierz mi, że krzyczałem,
i płakałem, wierz mi, że płakałem,
i jeszcze mi tylko uwierz – kocham i kochałem …

i w nowym tym roku, zmieniając świat po trochu,
życzę Ci kochanie, niech Ci dobry czas nastanie,
żebyś znalazła szczęście godne siebie,
miłość nieskończoną i nieraniącą,
abyś znów była komuś wszystkim, natchnieniem i radością,
porankiem i miłością, płaczem i trwogą,
nieskończonością dnia wczorajszego,
sercem i słońcem, księżycem i deszczem,
tak żegnam Cię teraz i długo żegnać będę jeszcze …

i proszę, mi wybacz najmilsza,
najdroższa,
najukochańsza,
najbliższa,
najbardziej wytęskniona,
najbardziej niespełniona,
i wybacz mi Żabko tą trwogę,
                                                             gdy ja już Cię kochać nie mogę …



[tak rozmawiali Mściciel z Grzesznikiem,
tak rozmawiali Artur z Borsem,
tak rozmawiali o Miłości, najwyższej wartości]


Czytany: 1215 razy


=>