Botticelli
Wirują, szumią w pędzie kolorowe szprychy.
Na bulwarach świąteczna huczność tłumów wzbiera.
Ponad ciżbą, gdzie rządzi gwałt, próżność, afera -
Niebo miota zachodu ostatnie przepychy.

W modnym sklepie za szybą, w oknie kunsthandlera,
Przez czarne, wonne łąki i przez strumień cihcy,
Blade pąki budząca i kwietne kielichy,
Lekko, niemal nad ziemią, płynie Primavera.

Za oszkloną witryną w półmroku się bieli...
Gdy się oko przechodnia z jej okiem zestrzeli,
Skarby od niej tajemne otrzymuje w dani.

Przez jej oczy głębokie, jako oczy łani,
Gwarne miasto zatapia w modrą toń otchłani
Cisza, którą miał w sobie Sandro Botticelli.

Czytany: 2193 razy


=>

Najnowsze















Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ