[01] Rajski ogród
Nie umiem mówić pięknymi słowami,
nikt nigdy tego nie nauczył mnie.
Nie lubię chodzić czystymi ulicami,
jestem brudny, pod mostem ciągle śpię.

Nie mam pieniędzy, nie mam nawet imienia,
tam gdzie pójdę wołają do mnie "wynoś się!".
Nikogo nie wzruszają łzy mojego sumienia,
nikt nigdy do swego somu nie zaprosił mnie.

To ja, właśnie ja,
buntownik, czy tak zupełnie bez powodu?
W tanim winie zatopiony ludzki wrak,
bez prawa wstępu do rajskiego ogrodu.

Z mego miasta wyrzucili mnie, jak trędowatego,
ludzie, którzy "dobrymi" nazywają się.
Wielkim głazem zagrodzili mi powrotną drogę
i kamieniem pobłogosławili mnie.

Przed ich nienawiścią muszę wciąż uciekać,
oni nożem przekreślają moje dni.
Nie chcą tutaj na AIDS chorego czlowieka,
"po co żyjesz?" tak ciągle mówią mi.

To ja, właśnie ja,
buntownik, czy tak naprawdę bez powodu?
Przecież dużo wcale od was nie chcę, nie,
małe getto w kącie rajskiego ogrodu.

Odwiedziłem wczoraj grób mojej dziewczyny,
w małym parku pod Warszawą mogiła,
na niej kwiatki dwa,
Ona była tak kochana, tak życzliwa,
lecz również chora, więc nie chciał jej wasz świat.

Ile jeszcze będzie takich niemych krzyków,
ile jeszce umrze, nim uprosimy was,
byście wyjęli ze szklanych sejfów wasze serca
i do raju wpuścili również nas.

To my, właśnie my,
buntownicy, czy tak naprawdę bez powodu?
Chyba nadszedł już czas, byśmy wszyscy
bez uprzedzeń stali się,
dziećmi rajskiego ogrodu!


Czytany: 2111 razy


=>