Koloratura




Stoi pod peruczka drzewa,

na wieczne rozsypanie spiewa

zgloski po wlosku, po srebrzystym

i ceinkim jek pajecza wydzielina.

Czlowieka przez wysokie C

kocha i zawsze kochac chce,

dla niego w gardle ma lusterka, trzykrotnie slowek cwiartki cwierka i drobiac grzanki do smietanki karmi baranki z filizanki

filutka z filigranu.

Ale czy dobrze slysz? Biada!

Czarny sie fagot do niej skrada. Ciezka muzyka na kruczych brwiach porywa, lamie ja wpol ach -

Basso Profondo, zmiluj sie,

doremi mane thekel fares!

Chcesz, zeby zmilkla? Uwiesc ja

w ziemne kulisy swiata? W kraine

chronicznej chrypki? W Tartar kataru? Gdzie wiekuiste pochrzakiwanie?

Gdzie poruszaja sie pyszczki rybie dusz nieszczesliwych? Tam?

O nie! O nie! W godzinie zlej

Nie trzeba spadac z miny swej!

Na wlosie przeslyszanym w glos

tylko sie chwilke chwieje los,

tyle, by mogla oddech wziac,

gdzie wraca w krysztal vox humana

i brzmi jak swiatlem zasial.

Sol 1962


Czytany: 6257 razy

R E K L A M A

=>