POŻEGNANIE
Żegnam was, o lube ściany,
Skąd, dziecinne strzegąc łoże,
Chrystus Pan ukrzyżowany
Promieniami witał zorze.

A i dzisiaj, choć dokoła
Pasożytne pną się zioła,
Z ziół i pustek krzyż brązowy
Błogosławi mi na drogę.

Ostatni to sprzęt domowy,
Który jeszcze żegnać mogę -
Sprzęt domowy - i grobowy.



Żegnam także i was, szyby -
Tęczowymi lśniące blaski;
Do rodzinnej wy siedziby
Tak potrzebne jak obrazki,

I tak święte jak szkaplerze.
Przez was pierwszy raz ujrzałem
Wieś i niebo - przez was wierzę,
I tak wierzę, jak widziałęm...



Wieś i niebo - dwa pojęcia,
Które ranny brzask umila,
Były dla mnie, dla dziecięcia,
Jak dwa skrzydła dla motyla.

Wsią i niebem żyłem cały,
O nich skrzydła mi szumiały,
A kłos zloty biorąc z ziemi,
I kłos słońca, promień złoty,

Wierzchołkami złączonemi
W tajemnicze wiłem sploty,
I bujałem nieugięty,
I bujałbym tak na wieki,

Lecz łza w swoje dyjamenty
Zakowała mi powieki,
I strąciła w przepaść nocy.

A ciążyły te okowy,
I ciążył mi chleb sierocy,
Przełzawiony, piołunowy.
Chleb sierocy, smutna dola,
Opuszczony dom i rola - -



Potem Sfinks nauką zwany,
Roztoczywszy obszar skrzydeł
Hieroglifem zapisany,
Do zgubniejszych gnał mię sideł

A patrzyłem w skrzydła jego,
Jako w zwój pargaminowy:
Jak w rozwartą księgę złego,

Tajemnymi litą słowy - -
I dojrzałem słów ubóstwo
Wśród czarnego głosek stada,
Co jak wielkie kawek mnóstwo

Boju myśli plac osiada,
I odleci, a zostanie
Blada kość i piasek blady,
Smutne grzechu panowanie,

Marna rzecz i marne ślady -
Potem jeszcze świat wesoły,
Bo wesołym się być mniema,
I ci ludzie pół-anioły,

Gdy aniołów całych nie ma -
Potem jeszcze miłość czysta,
Umarłego cień rycerstwa,
Za-urocza i za-mglista,

By w nią wierzyć - bez szyderstwa
Potem jeszcze przyjaciele,
Litościwi i oszczercę,
Co na złe lub dobre cele

Odważają się mieć serce:
Ci i tamci równie biedni,
Tym nad zwykłą stojąc rzeszą,
Że gdy znudzi świat powszedni,

Dokuczają albo cieszą,
A to w snach przed-południowych
Miło widzieć, w snach młodości,
Że bez celów rachunkowych

Użyczają chociaż złości -
Biedni ludzie! niech im cnota
Rozpromieni noc żywota...

Cóż więc jeszcze dodać mogę,
Bym zapłakał, idąc dalej ? -
Spojrzę oto na podłogę:

Kędym pełzał, pełza Szalej;
Kędym dumał, kwiat pamięci
Lazurowym błyska okiem,

Jak ci młodzi wniebo-wzięci,
Migający za obłokiem;
I krzyż tylko zerdzawiały

Na wezgłowiu mchów zielonych,

I te szczątki, co zostały

Z szyb tęczowo-przepalonych;

I ta myśl, i te wspomnienia,

I weselszych przeczuć tysiąc,

Zwitych w tęczę odrodzenia,

Którą Twórca raczył przysiąc,

I zaklinał się na Siebie,

Że znów góry wyjrzą z głębi:

A obłoki stały w Niebie,

Jak trwożliwy rój gołębi -

I świat cały się odradzał,

I znów słońce wyszło z chmury,

I znów księżyc się przechadzał,

Łabędziowy, jasno-pióry - -

Gdy zaś, wedle słów Jehowy,

Siedmiobarwna Niebios wstęga,

Jako świt popotopowy,

Dotrzymuje, co przysięga,

Może również - kto wie - może

I ta moich przeczuć tęcza,

Wysnowana w imię Boże,

Uskuteczni, co zaręcza -

Może - tak; lecz jeśli burza,

Nim się jasne barwy sprzeda,

Wszystkie Nieba pozachmurza,

Które tylko są i będą -

Jeśli nawet Sfinks nauki

Marnym się okaże płazem,

Mamże, w szare strącon bruki,

Dla spokoju zostać głazem?

Mamże, ojców tłocząc kości,

Wołać głosem znikczemnienia:

"Witaj mi, obojętności,

Ideale doświadczenia!"

Nie - choć piorun po piorunie

Gorejące wstęgi wije,

Ja w spienionych wałów runie

Zakrwawioną pierś obmyję.


Pierś obmyję, lub rozbiję! -


Nim zaś z czuciem Haroldowem
Cisnę się w to groźne morze,
Przeżegnajcież starym słowem:

"Szczęść ci. Boże!..."


Czytany: 4500 razy


=>

Najnowsze








Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ