Kasprowicz_Jan - Z_legend_o_Janosiku .: Wierszoteka Ibki :.

Z legend o Janosiku
II. Janosik i kupcy


Idą takie czasy
Różnymi drogami,
Kiedy się zrównają
Góry z dolinami.

Bierze Janik wody,
Bez kładki i mostka,
Z nim razem Baczyński
I Napierski Kostka.

Lotem przeskakują
Jak płomyki skrawe
I wierszyk, i przełęcz,
I staw, i siklawę.

Tak szli rozmyślając,
Jakby też najprędzej
Można świat góralski
Wyrwać z jego nędzy.

I co by uczynić,
By wnet zapomniały
Kozice, co znaczą
Sent-iwańskie strzały.

Tak idąc, swej myśli
Całkiem zaprzedani,
Odrębują sople
Od skalistych grani.

Lód się rozpryskuje,
Słońce przebłyskuje,
Czują radość w sercu
Harnasiowe zbóje.

Tak idąc, tak pędząc
Wśród skoków, hołubców
Napotkali w drodze
Miszkułacklch kupców.

Miszkułackie kupcy
Nawyknieniem starem
Wyruszyli w drogę
Z kosztownym towarem.

W beczkach drogie wino
Wiozą do Krakowa,
W kufrach się niejeden
Altembasik chowa.

Jedwab na żupany,
Atlas na kontusze,
Twarde złotogłowia
I mięciutkle plusze.

"Jakżeż to być może -
Janosik zawoła -
By taka nierówność
Władnęia dokoła.

Hejże, hej, powiadam,
Jakżeż to być może,
By ten chodził nago,
A tamten w bislorze.

Niech chodzi, niech chodzi,
Jak mu się podoba,
Jedno niech ma portki
Góralska osoba.

Miszkułackie kupcy -
Tak do kupców powie -
Ja pójdę wasz towar
Rozprzedać w Krakowie.

Wam, panowie kupcy,
Zostać tu wypada,
Od luf sent-iwańskich
Chronić kozic stada.

Jest ich tutaj pełno
Na Hrubym, Krywaniu,
Lubią na tym skalnym
Legiwać posłaniu."

Co rzekł, to uczynić
Było mu drobnostką:
Pomknął do Krakowa
Z Baczyńskim i Kostka.

Towar pośród mieszczan
Sprzedał należycie
I zakupił wełny
Na chłopskie okrycie.

"Widzę beczki wina,
Zacne to napoje,
Rad bym pokosztować,
Ale to nie moje."

Po niejakim czasie
Powrócił z podróży
Do Ciemnych Smereczyn,
Pod krzak dzikiej róży.

Miszkułackich kupców
Zawezwał do siebie,
Obliczył się jasno
Jak słońce na niebie;

"Za tom nabył płótna,
Za tom kupił wełny,
Macie tu, kupcowie,
Mój rachunek pełny.

Coś z tego rachunku
I wam się należy,
Jako żeście dobrze
Strzegli moich zwierzy.

A to wam za drogę,
To mnie za fatygę:
Nikogo nie golę,
Nikogo nie strzygę.

Rozdam między biednych
To swoje groslwo
I zbuduję w Dębnie
Kościół, istne dziwo.

Warn się tutaj żadna
Krzywda, snadź, nie stała,
A już wasza dusza
Będzie bardziej biała."

Z takich obrachunków
Kupcy byli radzi:
Takiego zbójnika
Spotkać nie zawadzi.

Ida takie czasy
Różnymi drogami,
Kiedy się zrównają
Góry z dolinami.



Czytany: 3124 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ