Tryptyk ewangeliczny
I U studni
I kiedy Pan, niosący miłowania słowo,
Szedł do miasta Samarii, które Sychar zową:

Był sam, bo ucznie jogo, rybakowie prości,
Łaknąc poszli do miastu nakupić żywności.

A była cembrowana tam studnia przy drodze
I siadł na jej krawędzi Pan spracowan srodze.

Kraina, która w dali mgłami błękitniała,
Była w skwarze słonecznym wapienna i biała

I jakby wśród niemego nad sobą zadziwu,
W zachwycie dojrzewania, szła cała ku żniwu.

Jeno srebrne oliwki i miedz sykomory
Cień modry na olśnione rzucały ugory.

I pragnął Pań suchymi, pobladłymi usty.
A czas to był około dnia godziny szóstej.

I niewiasta z Samarii, koronując młode
Czoło swe dzbanem, przyszła ku studni po wodę.

Której, gdy przystanęła opodal po troszę,
Onieśmielona, rzecze Pan: "Daj mi pić, proszę."

Tedy nicwiasta rzekła mu, Samarytanka:
"Jakoż. ty, będąc Żydem, chcesz napoju z dzbanka

Od niewiasty krwi obcej i we wzgardziej mianej?
Żydowie nie obcują ze Samarytany..

Odpowiedział Pań na to i tak rzecze do niej:
"Niewiasto, gdybyś znała ten dar bożej dłoni,

Gdybyś wiedziała, kto jest, kto przemawia do cię
I (Daj mi pić) powiada w suchych warg spiekocie:

Zaprawdę ci powiadam, ty byś go prosiła,
A dałby tobie wodę, w której żywa siła."

Rzekła niewiasta: "Panie, toć nie masz czerpaka,
A studnia jest głęboka; i skąd woda taka?"

Odrzekł Pań, w głąb wskazując przez studni krawędzie
" Każdy, kto pije wodę ta, znów pragnąć będzie;

Lecz kto by ona wodę pił, którą w czas spieki
Podam mu, ten już pragnąć nie będzie na wieki."

Rzekła niewiasta: "Dajże mi tej wody. Panie,
Abym już nic pragnęła ni tu na czerpanie

Chodzić musiała!... Oto przejaśnionym wzrokiem
Przewidziałam i widzę, że jesteś prorokiem!

Na tej górze swych bogów czci mych ojców plemię;
Ty mówisz, że ich trzeba czcić w Jeruzalemie."

Rzecze jej Pan: "Niewiasto! Nowy się zaczyna
Żywot. Zaprawdę, wierz mi, że idzie godzina,

Gdy ani na tej górze, ni w Jerozolimie
Chwalić i czcić będziecie wielkie Boga imię."

Odrzecze mu niewiasta: "Wiem-ci Ja, że przyjdzie
Ten, który nam oznajmi wszystko w jasnowidzie;

Drogi w śnie już mu ścielą się pod stóp obuwie."
Rzecze jej Pan: "Jam jest ten, który z tobą mówię..."

A wtem uczniowie jego wrócili z oddali
I że z niewiastą mówił, tym się dziwowali.

Wszakże żaden z nich nie rzekł, choć myśl miał zdziwioną:
"0 co się jej pytałeś?", lub: "Co mówisz z oną?"

I zostawiła wiadro swe ona niewiasta,
I, zadumana, z wolna wracała do miasta.

A tymczasem prosili go najbliżsi z uczni:
Mówiąc: "Jedz, Mistrzu, bowiem łakniesz od dnia jutrzni."

A on im rzekł: "Mam-ci ja pokarm ku jedzeniu,
O którym wy nie wiecie..." I trwali w milczeniu...

II. Jawnogrzesznica
I kiedy Pan raniuczko przeszedł do kościoła,
Zgarnął się doń lud wszystek i stanął dokoła.

A On uczył je, siadłszy wśród świątyni chłodu,
Gdzie od drzwi bił blask słońca, w cień, słupem z ogrodu.

I oto czarną plamą w olśnione wierzeje
Weszli gwarnie uczeni w Piśmie faryzeje

Wiodąc pośród złorzeczeń, w zelżywych słów mnóstwie,
Niewiastę, którą zastał ktoś na cudzołóstwie.

I, postawiwszy ona w tłumie ludzi wielu
Pośrodku, rzekli głośno: "0, nauczycielu!

Niewiastę tę, pobladłą tak i zasromaną,
Na samym cudzołóstwie uczynku chwytano.

Kamienować nam takie, wedle praw Mojżesza.
A co ty powiesz na to? Niechaj słyszy rzesza."

A tak doń powiadali, kusząc go tej chwili,
Aby go przed zwierzchnością potem oskarżyli.

I gdy ścichłszy czekali odpowiedzi, niemi:
Pan schyliwszy się pisał coś palcem na ziemi.

Tedy widząc, że milczy i nie zważa na nie.
Natarczywiej już swoje wznosili pytanie.

Więc Pan, z litością wielką i smutkiem w uśmiechu,
Podniósłszy się rzekł do nich: "Kto z was jest bez grzechu,

^iech pierwszy na uia kamień rzuci dłońmi swemi."
I schyliwszy się pisał znów palcem na ziemi.

Co kiedy usłyszeli, nieczyści w sumieniu,
Z świątyni wychodzili, po irdnym, w milczeniu:

Nasamprzód owi, którzy najpierwsi i przedni
Byli w starszyznic, potem mniejsi i pośledni;

Tak że sam Pan poznał jedynie u końca
I niewiasta pośrodku świątyni stojąca.

I nie widząc nikogo, prócz niewiasty owej,
Rzekł Pan: "Z tych, co skarżyli cię twardymi słowy,

Żaden cię nie potępił, niewiasto? Gdzież oni?"
Odrzekła cicho: "Żaden, Panie.a A Pań do niej:

"Ani ja cię potępiam. Idź i nie grzesz więcej."
A z dworu słychać było słodki śpiew ptaszęcy

I powiał wiatr z ogrodu, od drzwi jasnych w blasku,
Zmiatając grzech przez Pana zapisany w piasku...

III. Maryja i Marta
l przyszedł Pan szóstego dnia przed Wielkanocą
W dom Łazarza, którego swego słowa moc:}

Wskrzesił z martwych i dźwipnał z mogiły rozwartej.
A był ów bratem sióstr swych, Maryi i Marty.

I radował się Łazarz w sercu swym, że żyje
Przez Pana, co miłował Martę i Maryję.

Tedy oprawił wieczerze, by Mu była chwała,
Zasię Marta do stołu im posługiwała.

Wszakże jej siostra, Maria, siadła u stóp Mistrza
Słuchając słów, gdzie słodycz mieszkała najczystsza.

Lecz Marta, roztargniona przez swe zaprzątanie
Około rozmaitych posług, rzekła: "Panie'

Patrz, siostra mnie ustawia tak, że saima łożę
Wszelki trud gospodarski. Każ, niech mi pomoże."

Odpowiadając rzecze, jej Pan: "Marto, Marto!
Klopoczesz się o rzeczy, o które nie warto.

Jednego trzeba. Maria wybrała w tym względzie
Lepszą cząstkę i ta jej odjęta nie będzie."

Maria, wstawszy na słowa dobrej wieści posła,
Alabastrowy słoik z izby swej przyniosła

Z maścią szpikanardową, kosztowną i płynną,
I, rozbiwszy go w drżącej dłoni, z czcią powinna

Wylała drogocenny płyn na głowę Pana,
A dom woń napełniła niewypowiedziana.

Potem klękła u Jego stóp i balsam drogi
Trwoniąc rozrzutnie Pańskie namazała nogi

I zmywając je łzami, tłumiąc łkania głosy,
Stopy jego swoimi ocierała włosy.

Co widząc i wskazując skorupy słoika
Niektóry z uczni, co był za współbiesiadnika,

Rozgniewał się i rzecze: "Po co ta utrata
Maści, za którą wielka mogła być zapłata?

Bowiem funt maści takiej woni i rozkoszy
Mogło się sprzedać drożej niż za trzysta groszy

I mogło się to rozdać wśród ubogich w mieście."
I gorsząc się szemrali przeciwko niewieście.

Odrzekł Pań czytający w sercach ludzi skrycie:
Dobry czyn uczyniła. Przecz si>; jfj przykrzycn'?

Albowiem zawaac macie ubogie na świecie,
Mogąc im dobrze czynić, kiedykolwiek chcecie.

Ale mnie nie będziecie mieć wśród siebie zawsze.'
I na Marię spojrzenie zwrócił najłaskawsze.

Gdy uczeń, co żałował cennej słoja treści,
Szedł Pana za srebrników zaprzedać trzydzieści:

Maść, przez Marię strwoniona, świat po jego końce
Wonią swą napełniła i lat dwa tysiące.



Czytany: 1843 razy


=>

Najnowsze



















Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ