Staff_Leopold - Wino_miłości .: Wierszoteka Ibki :.

Wino miłości
Raduje się dusza moja,
Raduje się wielką radością
I śpiewa głośno: Hosanna! Hosanna!
Niech pochwalone będą wody zdroja,
Co napoiły mnie taką słodkością!
Błogosławiona dobroczynna manna,
Co taki dosyt łaknącemu czyni
Pośród jałowej żywota pustyni!

Raduje się dusza we mnie
Radością ogromną, przedziwna..
Ze zesrt:! na nią miłowania łasku,
Co rozjaśniła długiej nocy ciemnie
l spadła z ófti mych ślepoty przepaska!
Dusza ma niesie gałęzkę oliwną
Nucąc pochwalne dziękczynienia psalmy
I wszystkie drzewa zmieniają się w palmy,
l chylą długie, bujne pióropusze,
l pozdrawiają zachwyconą duszę,
Co daje ziemi znaki powitania,
Nisko niebiosom i słońcu się kłania;
Jak w kropielnicach, dłonie w źródłach macza,
Szerokie krzyże w powietrzu zaznacza;
Wyciąga ręce wzruszone ku kwiatom
I błogosławi makom i bławatom;
Gładzi, jak dzieciom, płowe włosy zbożu;
Z jasnym uśmiechem staje na rozdrożu,

Spod stóp swych ostre kamienie podnosi
l, przebaczając, przebaczenia prosi
Za swe przewiny błahe i śmiertelne -
Szczęśliwa jako bogacz, który, lądy
Grzeszne przebiegłszy, z jucznymi wielbłądy
Przeszedł swobodnie przez ucho igielne.

Serce się moje weseli,
Weselem swym nieprzytomne,
Krew mi rozdzwania w rytmy u.-;zołomne
I samym sobą ze światem się dzieli
?lak świeżym kęsem ciepłego kołacza...
Serce się we mnie słania i zatacza,
Wzruszone cale wzruszeniem jedynym,
Jakby potężnym upojone winem,
Lanym, gdy zwykłych win w dzbanach nie stanie,
W puchar weselny w Galilejskiej Kanie!

Jak odmieniona w krąg ziemia,
Jak odmienione niebiosa!
Tysiąc nieznanych kwiatów się rozpleii-iia,
Tysiącem na nich tęcz gra świeża rosa!
Wzdłuż dróg mych lilie rosną śnieżną grzędą,
Które nie orzą, nie zna ani przędą,
A w takie blaski stroją swoje łona,
Jakich nie znały szaty Salomona!
W powierzu snują się niebiescy ptacy,
Którzy nie wiedzą o trosce i pracy,
A Pań je żywi i o nich pamięta.
O, jasne niebo ty! O, ziemio święta!
Jaki świat cały niezwykły i inny,
Nowy i czysty, dobry i niewinny -
I pieśń rozbrzmiewa wkoło nieustanna:
O, chwała, chwała! Hosanna, hosanna!
Wszystko się cieszy i szumi, i śpiewa:
Serce me, ptaki i wody, i drzewa!

O, drzewa, wody i ptaki!
Skądże ta skryta w was wiedza,
Jaką za piewać chcę pieśń i hymn jaki?
Bo nim rozpocznę, głos wasz już uprzedza
Ton, co mi z warg się rwie w szczęścia podrzecie!
Jakżeście zgadły tajemnicze znaki
O, drzew gałęzie, ze naśladujecie
Ruchy mydl ramion uniesionych w dizcmu,
Jakbyście, z duszą mą w porozumieniu,
Znały radości moje i nadzieje?
Skąd wie świat cały co się ze mną dzieje?

Nie trudno! Po cóż wam słowa?
Pizecie przydrożny rumianek
I ślaz, i jaskier, i trawa radosna
Wiedzą - i serce moje nie uchowa
Że taki złoty dziś wkoło poranek
Że taka cudna i słoneczna wiosna,
Że lo dziś przecie Niedziela Palmowa!
Jeszcze z kurzawą gościńca się miesza
Jedwab szat, któie podesłała rzesza
Do stóp miłości, gdy szła z śpiewem w miasto
I ostawiła je w drodze z dwunastą
Koszów ułomków po siedmiorgu chleba,
Których już sytym nie było potrzeba
I jam kruszynę zjadł z tego obroku,
I oto znikła belka w moim oku,
Która kazała mi w źrenicy brata
Źdźbło drobne widzieć i zło w sercu świata,
I oczy moje miłowaniem płoną,
Bo kołatałem, aż mi otworzono,
I wysłuchane są mych tęsknot głosy,
I policzone są wszystkie me włosy,
I każde tętno me, i krok mój wszelki,
Jak policzone są polne wróbelki
W obliczu wielkie], opiekuńczej łaski.
I choć nie wziąłem z sobą w drogę laski
Ani taistry, ni w trzosie pieniędzy,
Ni chleba, ani dwóch szat z cienkiej przędza,
Jeno ten gruby płaszcz i to obuwie
Z przeobfitości serca swego mówię,
Szczęśliwy, jako ukrzepion otuchą
Bogacz, co przeszedł przez igielne ucho,
I jak należnim za szczęście haraczem,
Sercem się z światem dzielę jak kołaczem
A świat w radości szczęścia opętańczej
Cieszy się, w oczach mi skacze i tańczy,
Bo pitym ze mną z stągwi czarodziejskiej
Winem się upił w Kanie Galilejskiej!

Cóż to za dziwny stek bredni
Pośród szaleństwa uniesień,
Prawisz mi, duszo, pjana od snów wina!
Wszak nie niedziela lecz dziś dzień powszedni
Nie wiosna wkoło ale zara jesień,
I nie poranek, lecz zmiezchu godzina!
Pono nadchodzi wieczór i jakoby
W dół nam się miała droga, tani gdzie groby
I gdzie nam kolej, ludzkich losów śladem...
Cóż się majaczy tobie bałamutnie,
Żeś się omylić mogła tak wierutnie?
Tysiąc dziewięćset lat mija z okładem,
Odkąd pomiędzy lud jeruzalemski
Miłość zstąpiła na ten padół ziemski
Z dobrą nowiną, co onego czasu
Tyle na świecie sprawiła hałasu
Ale, po burzy groźnej i nawalnej,
Przeszłą, na szczęście, ostry stan zapalny,
Zresztą i cięższe zarzuty cię trafią,
Bo w nieporządku jesteś z geografią,
Która cię zdoła pomiarkować, przecie
Że jeśli żyjesz to nie w Nazarecie
Wytrzeźwiej, duszo! Niech cię nie rozmarza
Rojenie senne! Bo wezwą lekarza,
Który uczone okulary przetrze,
Za puls cię weźmie i na termometrze
Stwierdzi, co puszczą wnet ludzie pochopni
W świat, że gorączki masz czterdzieści stopni'
Pilnuj się, głowo ma, pusta prawdziwie,
Jak lampa w ręku jednej z onych pięciu
Niemądrych panien, co w słodkim objęciu
Snu zapomniały na śmierć o oliwie
I ogarnęła je mroku ciemnica...
Gdzież jest mój rozum, ta biedna oślica.
Co po bezdrożach nosiła mi juki
Wydętej wiedzy i ciężkiej nauki,
Siostra oślicy mądrej Balaama,
Co zdań proroczych głosiła urywki?
Wszak przywiązałem ją gdzieś do oliwki,
Gdzie pewnie stoi opuszczona, sama -
Kiedym ja poszedł samotnie i pieszo,
Ażeby śpiewać pieśni, co świat cieszą,
I z nóg zataczani się u dróg wyboja,
Bo jest pijana szczęściem dusza moja!

Ja nie wiem, co mi się stało,
Żem tak wzruszony do głębi!
Czy ponad głową mą gromadą białą
Przemknęło stado szczęśliwych gołębi?
Czym czterolistną znalazł koniczynę
Lub kwiat stokroci rwąc, płatek po płatku,
Wyczytał szczęsną wróżbę na ostatku?
Czym w liście dobrą otrzymał nowino
Od przyjaciela, co wybił się w świecie.
A znak dał, że mnie nie zapomniał przecie?
Czy ukochana ma, której pod nogi
Nie mogłem złotej podścielić podłogi,
Zmieniła dzisiaj swe odmowne zdanie
l obiecała, że moją zostanie?
Nic mnie takiego nie spotkało zgoła.
By dusza moja była tak wesoła -
Żadne mnie wieści nie dobiegły głuche...
Jednak wam wyznam... Ot, po prostu muchę,
Zwyczajną muchę ujrzałem na tynku,
Na chłodnym murze szarego budynku:
Grzała się w słońcu jesiennego nieba...
I myśl wzruszyła mnie: jak mało trzeba
Musze do szczęścia!... Bo była szczęśliwa!
Wiem pewno! Szczęścia moc jest zaraźliwa,
A udzieliła mi się muchy radość...
Lecz to nie koniec i na tym nie zadość!...
U okna mego przysiadły dziś ptaki
Stukając dziobem w szybę, dając znaki,
A gdym im sypnął okruszyny z ręki,
Umknęły z łupem, nie dając podzięki,
Jakby wiedziały, że dość się weseli
Serce, gdy daje i sobą się dzieli...
A nadto zdarzył się wypadek trzeci:
Spotkałem w drodze dziś gromadkę dzieci
I pozdrowiły mnie ich jasne głosy...
I przejaśniały mi się w krąg niebiosy,
I ziemia nagle stała się tak cudną,
2e oto chciałbym w tej radosnej chwili
- Co mi tak bardzo było dotąd trudno -
Tym błogosławić, którzy mnie skrzywdzili
I którzy piasek mi ciskali w oczy,
I dół kopali myśląc: nie przeskoczy,
I gotowali mi skrycie porażkę,
I oczerniali bolesną potwarzą,
I dotąd duszę moją lekceważą
I czynią z serca mojego igraszkę...
A może dusza ma jest jeno chora,
Ze jest do wzruszeń tak łatwa i skora?
Bo pierś mą, dotąd jak gdyby zakrzepłą,
Przejmuje jakieś dziwne, lube ciepło,
Jakie odczuwa kulą ranny w płuca
Człowiek, co - zanim krew z ust mu się rzuca
Jest w piersi błogim przeniknion zarzewiem...
Czy jestem ranny w serce?... Nie wiem, nie wiem...
Czy mnie uchodzi życie?... Lecz nie, owszem:
Serce się we mnie czuje krzepszem, zdrowszem,
Gdy duch mój z dawnym smutkiem się uporał,
Nucąc miłosny błogosławieństw chorał!

Mówicie, że to nie powód
Ni dostateczna przyczyna,
By wpaść w szaleństwa taneczny chorowód
I że błahostki dusza ma wspomina?
Wiem-ci ja, dobrze wiem, że jestem śmieszny
l godzien mędrców poważnych nagany
Mówiąc z zachwytem radości uciesznej
O rzeczy starej tak i oklepanej,
Jak miłość! Jakże w tych czasach zamętu,
Wojny, krwi rzezi, ciał i dusz rozdartych,
Kiedy kto patrzy tylko, może wstrętu
Wiecznego doznać chyba do trzech czwartych
Drapieżnej, dzikiej, krwiożerczej ludzkości:
Jakże naiwnie mówić o miłości!
O, wiem, niestety, ze mi się nie uda
Dowieść nikomu, że się dzieją cuda
I że przemawia głowa Jana z tacy...
Cud nie pozwala dziś sobie na zbytek,
Aby się zjawić, gdzie trzeźwy pożytek,
Brzuch, kieszeń, ośmiogodzinny dzień pracy
Rozbiły świątyń wszechwładnych namioty
Tam, gdzie królował wczoraj Cielec Złoty
I gdzie, dawnego w proch strąciwszy pana,
Znów z niewolnika zrobiono tyrana,
A w wichrze, którym zionie zawierucha,
Oddechu zbrakło jedynie dla ducha.
Wiem, żem jest śmieszny, i czuję wyraźnie,
Że słusznie chadzam w szyderczej niesławie.
Lecz kto mi: ŤRaka!ť, rzekł, niech doda: ŤBłaźnie!ť,
Kto da policzek, drugi mu nadstawię;
Zedrze płaszcz krótki, dam i szatę długą;

Zmusi mnie milę iść, pójdę z nim druga!
Nic nie poradzi mi i nie pomoże,
Bom duszą zaszedł w miłości bezdroże.
Radosny jestem tak, że aż się wstydzę,
Ze spoza szczęścia łez świata nie widzę! -
I choć powiedzą mi trzeźwi szydercę:
Idźże się wyspać, odurzone serce,
Najdziwniej pjane ze wszystkich pijanie:
I to daremne będzie! I to na nic!
Bo każde drzewo, co mnie snem ugości
W cieniu, jest dla mnie drzewcu- świadomości
Dobrego jeno! Zło wszelkie zniknę'o,
Jak znika w słońcu nocnych cieni dzieło.
W ogrodzie moim wyplenione chwasty
I wąż zdeptany jest stopą Niewiasty,
I oto śpiewam: "Hosanna!", w niebiosy,
Hymnem swym wszystkie przegłuszając głosy!

Przebaczcie mi, bracia, mili,
Świerszczowie skryci traw gęstwą,
I nie sykajcie, że pieśń moja myli
Wasz chorał, ale nieprędko ją skończę.
Więc mi odpuśćcie mych siów niedołęstwo!
Myśl mi się gmatwa, język mój się plącze,
Być nawet może, żem utracił władzę
Nad mym rozumem, lecz nic nie poradzę!
Próżno z powagą ściągam zmarszczki czoła...
Pewno, że to nie ranek dookoła,
Pewno nie święta dziś, lecz dni żałobne,
Wszystko to więcej niż prawdopodobne...
Nie wiem, czy słońce tak pogodnie świeci,
Czy to me serce światło z siebie nieci;
Nie wiem, czy w okrąg tak cudowna wiosna,
Czy dusza moja kwitnie tak radosna;
I nie wiem nawet czy ptaki i drzewa
Nucą, czy tylko warga moja śpiewa -
Czy też nie śpiewa wcale?... Wiew porusza
Liśćmi, lecz wkoło milczenie i głusza...
Jeno wzruszenie we mnie jest opilcze...
Staję i słucham... I słyszę, że milczę!
I sam dziwuję się, i sam zdumiewam,
Ze idę cicho, a zda się, że śpiewam,
Lecz jedno czuję w głębi swej milczącej,
Ze miłujący idę, miłujący'

Ja nie wiem nawet, czym smutny,
Czy też naprawdę wesoły...
Czuję się razem jak bogacz rozrzutny
I jako żebrak ubogi i goły.
Lecz upojony jestem i szczęśliwy!
Coś wyższe ponad smutek i wesele
Przepełnia serce me, którym się dzielę
Z przestworem niebios i z ziemskimi niwy,
Które mi śmieją się jak rajski Eden!
Możem jest smutny, ale bezbolesny,
Jestem maluczki, ale tak bezkresny,
Jestem samotny, ale nie sam jeden...
Nie sam!... Słyszycie?... O, słowo cudowne,
Co kryje w sobie głębie niewymowne,
Odurzające weselom jedynem,
Którem upiłem się jak słodkim winem!

Kędyż jest ona winnica,
Która hoduje to grono,
Co mi tak serce czaruje, zachwyca,
Że pełne pieśni jest me nieme łono?
O, ty tajemna, przesłodka jagodo,
Jak rubin ciemna i od skwaru smagła!
Jakimś ty słońcem karmiona i wodą,
2e rozkosz twoja, jako piorun nagła,
Jest razem ogniem i razem ochłodą?
Jagodo cudna, jakaż w tobie siła,
Żeś tak mojego ducha upoiła,
Że nieprzytomne serce me szaleje?

Jak to się stało, co się ze mną dzieje?

Nie tknąłem ja ciebie uhty
Ani dosięgłem mych ramion,
Nie piłem soków twych, boska jagodo,
A puchar serca mego nie jest pusty,
A upojeniem tak jestem omamion,
2e szał i radość pod ręce mnie wiodą!
Bom wskroś przejęty wonią twego grona,
Która mą duszę ogarnia, przenika,
Jak wieczór późny, co ciszę zamyka
W swe oblubieńcze, miłosne ramiona...

Wieczór już wkoło... Istotnie...
Teraz dopiero poznaję...
Dzień mój u kresu... Minąłem rozstaje
I idę drogą jedyną, samotnie,
Co się mogiła kończy czarnojamną.
Dzień mój poza mną czy życie poza mną?
Ubiegła młodość... Spieszyć się nie trzeba
Rwać kwiatów, bo ich nie rodzi tu gleba
Jałowa, naga, szara i niezmienna,
A zresztą pora już późna, jesienna...
Gdzież moje skarby, zasoby, bogactwa?
Wszystkom postradał gdzieś w drodze tułactwa,
Dłonie me puste i grzbiet nic nie dźwiga...
Jestem jak z kwiecia odarta łodyga,
Z której rwał każdy wiatr listek za listkiem,
Ażem się rozstał i pożegnał z wszystklem.
I gdy mnie wszystko odeszło na ziemi,
idę do kresu kroki swobodnemi.
I gdy nic nie mam i stracić nie mogę,
Spokojnie idę w swą ostatnią drogę.
Bo mi już wszystko życie odebrało
I nic zostało mi nic, jeno ciało,
Ten łachman, który weźmiesz, grobu szatnio,
By li strojnego w najświętsze ubóstwo,
Nagiego wiodło mię miłości bóstwo
W śmierć, w tę samotność i wolność ostatnią.

O, teraz jestem zrównany
I niczym od was nie różny,
Jak wy ubogi i modrości próżny,
Koniku polny, co się kryjesz w łany,
T ty, bezbronna, ścigana przepiórko,
I ty, biedronko ma, i ty, jaszczurko,
Zielona jako nadzieja i traw&.
I tak trwożliwa jak jutra obawa^
Teraz mam to, co wy: mam nic ł wszystko:
Wysokie niebo i te ziemia niską,
I miłość, co je łączy, i nas razem
Z nimi i z wszysikim: z człowiekiem i z głazem.
Otom zrównany jest z wszystkim, co skromne.
Biedne i głupie, Łiiiutnc i bezdomne,
Tworzyi.iy bratnie i miłosne koło
I przeto dziwnie mi w duszy wesoło...
idą w milczeniu, a zda się, że śpiewam,
Ciioć sit; niczego znikąd nie spodziewam.
Miłuje miłość ma, nic nie chcąc za to,
l miłowania nie waży odpłatą;
Miłuje miłość ma z cichą pogodą
I nagrodzona nie chce być nagrodą,
l weźmie chętnie, miast wszelkiej podzięki,
Zn chleb serdeczny kamień z ust czy z ręki.
Nie rwę owocu ni wialr mi go nagnie,
Ro nie po/.ąda miłość ma, choć praśnie
l chociaż tęsknię: ze łaknę, nie biadam.
Bowie'ii mam w sercu, czego nie posiadam.
Niosę to, czego mi znikąd nie staje,
Bo miłość mo.';; nic bierze, lecz daje.

Przyciskam dłonią me serce,
Przycirkam mocno pod szatą,
Ruchem człowieka, który skarb w zanadrze

Kryje, bo zdobycz tam chowam bogatą...
I już nie lękam się, że mi wydzierce
Skradną ją, ani przed złodziejem zadrżę.
Bowiem ukryłem w sercu swoim miłość,
Bowiem mi serce miłość nawiedziła
I tkwi głęboko tam, jak złota bryła
Pod grubym płaszczem znalazcy... Opiłoś
Moja jest ciężka, bo skarb znaleziony
Ciężki... Więc jestem jak gdyby znużony
I u sił końca... Lecz jestem szczęśliwy,
Ze się tak wielkie stały ze mną dziwy,
2e dzień żywota mego ubiegł rączy
T że tak dziwnie spokojnie się kończy
To, co się mogło zakończyć inaczej,
A rozpoczęło się od łez rozpaczy.
Bo zanim padłem, daleki od celu,
Miłość mi rzekła cicho: ŤPrzyjacielu!ť
I gdym się smęcił po wszystkiego stracie,
Miłość szepnęła mi przesłodko: ŤBracietť
I gdy rne serce było nocy bliskiem,
Dłoń mą ujęła tajemnym uściskiem,
Spojrzała na mnie ciemnych ócz spojrzeniem,
Które przygarnia czulej niż ramieniem'

Wiem, że to wszystko niejasne
l zagmatwane, i ciemne,
Bo mi to mówią moje myśli własne,
Które wglądają w me wnętrze tajemne.
Tak mi się snuje coś, jak owa przędza,
Która się czepia po ścierniach w jesieni
I wiatr ją targa, rozwiewa, rozpędza,
A ona skrzy się pasmami promieni
I omotywa wszystko, i otula,
Srebrna jak owa nić, z której koszula
Jezuua była przez Marię utkana,
Ta, która rosła wraz z latami Pana
I omotała wszystkie świata włości
Pajęczą siecią cudownej miłości.
Więc nie dziw, jeśli święta szata owa,
Choć tak bezkresna jak niebios posowa,
Przystaje ściśle, niby własna szata,
Do każdej duszy, bo na miarę świata
Jest dusza ludzka... I włóknem przy włóknie
Leży też na mnie jak me własne suknie
l świat dziś jest mi jak szata przestronna,
Cedrowej skrzyni zapachami wonna,
A niebo blade, co mi skroń okala,
Jest niby głowy mojej aureola!

O, Panie! Czyżem bez skazy?
Czy żem bez grzechu i winy -
.la, co upadam, spelniajiiu złe czyny,
Co dzień siedemkroć siedemdziesiąt razy -
Żem doznał łaski tak wielkiej nad miarę?
Boś nowe wino nalał w statki stare,
A żaden z statków moich się nie puka -
I jest wprawiona nowej łaty sztuka
W szatę, co na mym strzępiła się biodrze,
A stary łachman mój od niej się nie drze...
I ja, com przybył w winnicę ostatni,
Nie tyłkom płatny, jak są owi płatni,
Co pracowali od samego rana:
Lecz mnie spotkała radość niespodziana!
Bo gdy z proszonych nikt nie przyszedł gości
- Gdyż ten pojechał odwiedzić swe włości,
A drugi wołów kupionych pięć jarzeni,
A trzeci pojąć żonę przed ołtarzem -
?lam był z wybranych, chociaż nie wezwany t..h.
Ażebym siedział przy uczcie weselnej,
U szczerozłotych pucharów, nalanych
Winem cudownej mocy nieśmiertelnej!

I teraz prawdę wam powiem,
Teraz już wszystko wyjawię:

Gdy po weselnej wyszedłem zabawie,
W drodze powieki zwisły mi ołowiem
I snem kamiennym na ziemi zasnąłem...
t mocowałem się we śnie z aniołem,
Słysząc jakoweś dziwne w niebie śpiewy...
Wtedy mnie anioł w bok uderzył lewy,
Ciągle się ze mną zmagając w obłoku...
I coś odjękło w moim lewym boku,
Tam gdzie jest serce... Coś się obudziło...
I pokonanym ja anioła siłą. -
A gdym się z sennych obudził omamień,
Na miejscu walki zobaczyłem kamień
I taką ulgę czułem, taką jaśnię,
Jakby mi z serca spadł ten kamień właśnie...
A był to kamień ów młyński zgorszenia,
Który, wyrokiem srogim potępienia,
Miał mi być raczej uwiązan u szyi,
Niżbym dziecięctwo skalał duszy czyjej!
Więc, wedle serca tajnego rozkazu,
Ołtarz z onego uczyniłem głazu,
Ucałowałem go wargą szczęśliwą
I namaściłem złocistą oliwą,
Zabraną z lampy głupiej panny owej,
Lampy, co dzisiaj służy mi miast głowy...
l gdy oliwy zużyłem ostatek,
Serce mam lekkie jak hostii opłatek
I pieśń z mej duszy płynie nieustanna:
"0, chwała, chwała! Hosanna, hosanna!"

Ze serca śpiewam i z ducha,
Strzepując swoje obuwie
Z prochu niewiernych miast... Nikt mnie nic słucha..
Lecz ja sam ledwo własne słowa hiyszę.
Jakżem daleki od tego, co mówię!...
Mam w sobie dziwnie rozśpiewaną ciszę!
I nie pamiętam nic, jedynie czuję,
I nie rozumiem nic, jeno miłuję!
Mętne me myśli, ciemna słów zawiłość,
Ale jest jasna duszy mojej miłość!
Splątaną świata jest zagadka stara,
Ale jest prosta moja w miłość wiara!
Śmiesznym by było, gdyby w to, co wierzy
Mój duch, wierzyli króle i bankierzy.
Bo wierzę w rzeczy takie niedorzeczne,
Jako są prawdy najwyższe i wieczne!
Bo wierzę w rzeczy zuchwałe, bezczelne,
Jako jest życie duszy nieśmiertelne!
Wierzę, w co rozum uwierzyć zabrania,
Bowiem mam w sobie prawdę zmartwychwstania!

Ja nic wiem, nic wiem nic zgoła,
Czy cię tą pieśnią miłości
Czczę godnie, Chryste! co w chwale światłości
Śnieżysz się hostią w monstrancji kościoła.
Ja nie wiem, czyś ty jest Wcielone Słowo,
Czyś zdziałał niegdyś cudem to l owo,
Co ma wątpliwe być z punktu krytyki,
Czyś leczył ślepco i paralityk!,
Czyś szedł po fali do piętrowej łodzi
I ciszył burze... Cóż mnie to obchodzi?
Bądź, czym chcesz sobie, na ziemi i w niebie!
Żeś skonał za mnie, ja skonam za ciebie!
Lecz że w dzisiejszych czasach - wiem - nie nagnę
Za ciebie głowy pod miecz, kochać pr:igne,
Jak mogę, umiem - bowiem twe najsłodsze
Serce zbudziło miłość nawet w łotrze!

Miłości ty miłosierna,
Któraś radością jest świata!
Nie wiem, czy wiara ma jest prawowierna. -
- I cóż jest prawda? - pytał głos Piłata.
Więc ja nie pytam i ty również o to

Nie pytaj, duszo ma! Miłuj tęsknota!
Milość jest tobą, tyś miłością cała,
Chociaż twa miłość tak niedoskonała
t t;ik ją czysto oślepia zwątpienie,
Cdy się na ciebie walą smutku cienie.
Ty nie dbaj o to, lecz z mrokiem się siłuj
I kochaj jeno, i jedynie miłuj!
Niech cię nie trwoży nawet twa niewiara!
Tyś jeno tarcza bezwiedna zegara,
Za którą tajne pracują sprężyny,
Które jej każą wskazywać godziny.
Gdy przyjdą na cię zwątpienia przednówki,
W niebo ramiona wznoś, te dwie wskazówki
W okręgu ziemi, jak w zeeara tarczy.
Ten ruch jest prawdą i ten ci wystarczy!
Trwaj w nim, a przetrwasz chwil mylnych minuty!
Bo nawet zegar stojący, zepsuty,
Codziennie chwilę ma jedną - o, dziwo! -
Kiedy wskazuje godzinę prawdziwą...



Czytany: 5314 razy


=>

Najnowsze


























Top czytanych


























Top Autorzy


























Top Użytkownicy


























Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. co to są pliki cookie? . WIEM, ZAMKNIJ