Przedśpiew radości
Na gruzach ziemi, na ruinie świata,
Na martwych zgliszczach miast i wsi popiele,
Których okropne szarzeją zgorzele;
Z pól zaścielonych białą siejbą koźci
Ludów, co poszły w zgon, brat obok brata,
Oto was wzywam do wielkiej radości!

Podnieśmy serca jako wina czasze!

Wzwyż! Wbrew żałobie biją serca nasze
Namiętnym tętnem potęgi i dumy!
Dytyrambiczny szał się w nas rozpienia!
Dzikie, zawrotne rytmy uniesienia,
Niby bachantek szalejący tłumy,
Na pijanych stopach, z obłędu rozpętem,
Pląsają hucznie gromadą taneczną!
Świat cały jest dziś uroczystym świętem
I nawet smutek nasz ma twarz świąteczną!

Jak wymaluję ono malowidło
Nieporównanych czasów, co się stały?
Za pędzel wezmę dzikie orła skrzydło
I zarys świetny, olbrzymi, zuchwały
Zakreślę takim potężnym zamachem,
Z jakim on spada na łup drżący strachem!
Linij szerokich pożyczyć mi trzeba
Od bezbrzeżnego horyzontu nieba,

A barw od krwawych zórz, w których umiera
Zachód wspaniały jak śmierć bohatera!
Nie! Raczej z serca ludzkiego potęgi
Zaczerpnę, bowiem serce widnokręgi
Dziś rozszerzyło swe za widny otok
Nieboskłonowy i taki krwi potok
Wylało z siebie, że z jego zapasu
Mieczowe pióro dziejowego czasu
Gorącą żywych szkarłatów purpurą
Wymalowało tę kartę ponurą
I wielka grozy człowieczej i mocy,
O jakiej nawet nie śnili prorocy!

Po ziemi przeszła śmierć wielkimi kroki,
Jak chodzą siedmiomilowe obłoki,
Gdy wicher gna je w posuwiste jazdy;
Śmierć niezliczona jak piasek i gwiazdy,
Jako grad gęsta i jako chwast bujna,
Jak zbir bezsenm i jako pies czujnn,
Jako powietrze niewidna, tajemna,
A wszechobecna: poddziemna, nadziemna,
Nieobliczona, stała i konieczna,
Oczekiwana, nagła, palna, sieczna,
Nocna i dzienna, bez kształtu i twarzy,
Czyniąca dzieło szalonych szafarzy!

Stało się, świecie, o czym z dawien dawna
Była w Prorokach przepowiednia sławna,
Stało sio ono żywota przekleństwo,
O którym było w Piśmie podobieństwo:
Jak niektóremu człekowi porosło
Pole i żniwo obfite przyniosło,
A on rozmyślał w sobie: "e;Co uczynię?
Nie mam, gdzie plon bym taki zmieścił ninie."e;
I rzekła dusza jego w sobie dumna:
"e;0to rozwalę stodoły i gumna
I wybuduję io większe we troje,
By tam zgromadzić wszystko dobro moje.'
I .rzeki do duszy swej: "e;Duszo bogata,
Oto masz wiele dóbr! Na długie lata
Już my od trudu i trosk niezawiśli.
Odpocznij, jedz, pij i bądź dobrej myśli!
Ale nie słyszał przestrogi: "e;0, głupi!
Oto tej nocy złodziej spichrze złupi
I wziąwszy pług twój, konia, klacz i źrebię,
Duszy się twojej upomni od ciebie
I to, co w ślepej ufności obłędzie
Nagotowaleś, czyjeź jutro będzie?"e;
Ślepe szaleństwo człowieczego rodu!
Widząc, że obłok ciągnie od zachodu,
Mówicie: "e;Będzie gwałtowna ulewa"e;
- I tak też bywa... Kiedy wiatr zawiewa
Od południowej krainy lecący,
Mówicie: "e;Będzie czas spieki gorący"e;
- I tak też bywa... Wiecie o pogróżce
Deszczu i suszy, lecz, ślepce i głuszce,
Byliście twardzi dla znaków i głosów,
Które wołały z ziemi i niebiosów
Niedolą czasów do serc, w których szatan
Mieszkał, przymierzem zła z wami pobratan
I z którym, kary nie baczący bliskiej,
Na worach złota knowaliście .spiski,
Jako pisklęta pod skrzydłem kokoszy,
Ogrzani pierzem zbytku i rozkoszy,
Ufni, że oczy pomst was nie dostrzegą!
I tak się stało jak za dni Noego:
Jedli i pili, weseli, zuchwali,
Brali niewiasty, za mąż wydawali,
Aż w korab Noe wszedł i jego plemię
I przyszedł potop i wytracił ziemię!
I tak się stai'o jako za dni Lota:
Kupcząc, sprzedając wśród gorączki złota,
Bezpieczni, pewni w swej żądzy łakomej,
Sczepili drzewa, budowali domy,
Aż Lot z Sodoimy wyszedł stopą szparką
I spadł dcszcz ognia i spalił ją siarką!
Tako się stało i wam, obłudnicy!
Coście mówili w wielkiej tajemnicy,
W mroków i schowków najgłębszych skrytości,
Jest usłyszane w południa światłości;
A coście w ucho szeptali w komorze,
Jeost. obwołane na dachach, na dworze!
I oto w gniewie, w złorzeczeniu, w klęciu,
Gdzie w jednym domu było razem pięciu,
Niezgoda jawi się i rozerwanie:
I trzech przeciwko dwom, dwóch przeciw trzem stanie,
Ojcowie przeciw synom i synowie
Przeciwko ojcom, i brat brata zowie
Wrogiem. I płonąc wściekłością i szałem,
Każdy jest wrogów otoczony wałem
I napierany zewsząd i ściśnięty,
Niewolniczymi zagrożony pęty,
Żagwią pożaru i żelazem wojny
I nie masz, kto by zwał siebie: Spokojny.
I jest w obliczu gromu, niebios posła,
Zrównana z ziemią każda rzecz wyniosła.
Miasto i sioło poległo w zniszczeniu
T. nie pozostał kamień na kamicniu.
A kto na dachu był, a miał naczynie
W domu, nie schodził, by je zabrać ninie;
A kto na roli był, nie wracał doma.
By, co zostawił, ratował rękoma.
Gdzie dwaj na łożu spali chwili onej,
Jeden był wzięty, drugi osławiony;
A gdzie dwaj mełli u młyńskiej posługi,
Jeden był wzięty, a ostawion drugi;
A gdzie na polu dwaj sprawiali łany,
Jeden się ostał, drugi był zabrany.
I była w onych dni zamęcie grzmiącym
Biada brzemiennym i piersią karmiącym!
Wtedy wzywając z krzykiem dobroczynnrj
Litości niebios i śląc ku nim modły,
Jak zwierz zawyje w szale: ŤJam niewinny!
Wszelki człek zgniły, nikczemny i podły
Czując, że boży gniew starga go w strzępy,
Ale gdzie ścierwo jest, tam są i sępy.

Krwawych błyskawic płomienne straszydła
Zatrzepotały jak przestrachu skrzydła,
Zatrzepotały wśród niebios sklepienia
Jako powieki ślepe z przerażenia
I chichot ognia rozdarł niebios lice
Śmiechem, jakim się śmieją czarownice,
Twarz rozdzierając od ucha do ucha.
I zaszumiała wściekła zawierucha!
Śmiejcie się, krwawe, rozżagwione luny,
Klaskajcie w ręce, szydercze pioruny,
Zatańczcie, pomsty rozjuszone czarty!
Pękły szwy świata! Nieboskłon rozdarty
Jako świątyni kosztowna zasłona!
Trzęsieniem ziemi gleba odwrócona,
Swiut zadygotał straszliwą chorobą
l nic nie stoi, i nikt nie jest sobą.

Dzień sadu! K(;dyż jest sędzia, co sądzi?
Oto wydaje wyrok człek, co błądzi!
Własnego dzieła swojego nieświadom,
Wyrok sam sobie wydal i sąsiadom.
Jak gdyby ziemię - jego rąk robota
Zrobiła do cna niegodną żywota,
Każdą piędź roli granatami skopał
I co zbudował, przeznaczył na opał,
Zażegłszy z czterech stron dziką pochodnią.
I uznał wszystko, co uczynił, zbrodnią,
I wszystko omietli! w popioły i zgliszcze
I ten, co tworzył, wołał z dumą: "e;Niszczę!"e;
Niszcząc się wzajem jak wrzody ohydne,
Zwalczoją w sobie straszne zło niewidne,
Które się przez nich iściło i iści,
Przez nich, przeklęte syny nienawiści:

Jakaż wokoło okropności rewia!
Idąc, za sobą wloką własne trzewia,
Gryzą się, topią wściekłych wilków zgr.lin,
Wyją jak piekło i w ciekło konają.
O, niesłychane katusze i bolę!
Ziemia zmieniona w jedno rzezi pole,
W czarnej katowni warsztat niezaznany,
W niewysłowioną widownia cierpienia,
Kędy się takie w pierś odbiera rany,
Od jakich żyją cale pokolenia!

Zamilknij, jęku sierot i wdów płaczu!

O, śmierci, czzrny, wysoki trębaczu,
Który z tysiącznych gardzieli armatnich
Huczysz na trwogę, przy rzężeń ostatnich
Charczeniu, grajże triumfu fanfarę!
Niechaj zagłuszy wszystkie pieśni stare,
Którymi żałość utyska cmentarna,
Bowiem żałoba nasza nie jest czarna,
Lecz purpurowa ode krwi przepychu,
Jak purpurowe jest wino w kielichu,
Które pijemy na żywota uczcie.
O, surmy, grajcie! O, trąbity, huczcie
Idącym naprzód w niezliczonym szyku!
Śmierci, ponury, groźny pułkowniku,
Prowadź w pożogi i dymu zamętach
Wielkie gromady w karnych regimentach,
Które od losu masz w srogim zarządzie.
Aby na wielkim narodów przeglądzie,
Przechodząc w wieczność ukrytą za zgonemi.
Sprezentowały broń przed Boga tronem,
Prosząc o pardon, że w bliźniej krwi bratniej
Z plamy myły ziemię w kąpieli obiatniej...
Więc tak się pisze nowe dzieje świata!
Rękoma we krwi nurzanymi brata,
Kiedy o trawę chłodną je ociera
Ze wstrętem strasznym ten, który umiera,
Ażeby, czyste, od ziół i od rosy,
Wznieść je z westchnieniem konania w niebiosy,
Gdzie nieskalane, niewinne błękity
Bratają dusze krwawe z swą świętością,
Bowiem boleści szczyty, jak gór szczyty,
Tykają nieba, które jest miłością.

Nowego Boga, starym obyczajem,
Solą przyjęliśmy łez, trupów chlebem,
Na progu czasów, co były rozstajem
Pomiędzy ziemią i pomiędzy niebem,
A które ręką kary dzisiaj jedna
Z sprawiedliwością tajna moc bezwiedna.
Świat, co się w zniszczeń rozpada obłędzie,
Bóg jak zepsute rozbiera narzędzie,
Jako dom, w którym już mieszkać nie można,
Bo budowo'a go ciłoń nieostrożna
Na bagnie, biorąc nań, miast głazu, próchno,
I nim r.oc minie, wichry go rozdmuchną.
I myśl tajemna, która w mrokach drzemie,
Gniewem kilofów swych rozsadza ziemię
Na budowlanych ciosów nowe bryły...
Słuchajcie! Miłość jest uśmiechem siły,
Kiedy nienawiść - jej smutkiem, chorobą,
Sępy wyżarły w nas, co jest wątrobą,
I pozostanie nam serce jedynie.
Nie dom budujmy sobie, lecz świątynię,
Gdzie każem świętych tęsknot jasnowidom
Podpierać .stropy jako kariatydom.

Oto was wzywam do wielkiej radości!
Powietrze pełne jest jutra! Przyszłości
Ptaki przylotne, mknąc przez dale sine,
Na skrzydłach niosą znów dobrą nowinę,
By wrócić ziemi jej radosne lice.
Obezwładnione zostaną prawice,
Co po to wzięły od prawa swe imię,
Aby bezprawie czynić w ognia dymie
I w krwawej rzezi, którą przemoc sławi.
A po lewicy siiyią ludzie prawi,
To tej lewicy, gdzie w szat jasnych bieli,
Wrogim prawicom wytrąciwszy bronie,
Usiądzie miłość, siostrzyca niedzieli,
Bowiem i herce jest po lewej stronie.

Na jakich górach, na jakich wyżynach
Postawim bóstwu naszemu ołtarze?
Wszystko, co niskie, ostawmy w nizinach
I wznieśmy w górę nadzieje i twarze.
O, sadźmy drzewa, co mkną w błękit dumny,
Budujmy wieże, te w niebo pociski,
Wznośmy strzeliste, wysmukłe kolumny
I górnolotne, śpiewne wodotryski,
Wszystko, co wznosi się i co wzwyż leci,
T co bezwładność i ciężar uśmierca,
Podnieśmy w niebo, co miłością świeci,
Myśli i czyny, i dusze, i serca.

O, złotych słońca promieni - żyjącym!
Złotego piasku zmarłym na mogiły!
O, przebaczenia zbrodniom, krwi i złości!
Avc brzemiennym.i i piersią karmiącym!
Słuchajcie! Miłość jest uśmiechem siły!

Oto was wzywam do wielkiej radości!



Czytany: 4066 razy

R E K L A M A

=>