Smierc braciszka
Leżał w trumnie umarły na szkarlatynę
na gładziutkich sosnowych deskach.
Trumna pewnie w środku była niebieska,
bo miał niebieskie oczy.

Ojciec szedł za pogrzebem w długim surducie
i dzień był strasznie długi;
matka nie krzyczała, tylko szeptała:
"e;O Boże, to już drugi!"e;

Padał deszcz. Nikt konwulsji nie dostał,
gdy spuścili trumnę na sznureczkach.
Doktorowi wypadła teczka.
"e;... Mój panie, śmierć to rzecz prosta."e;

Było cicho, zupełnie cicho.
Może wszystko bylo zmyślone?
Ale dziadek, siwy jak gołąbek
miał oczy takie czerwone.

A gdy się wszystko skończyło,
doktor krzyknął: "e;Boże, to już trzecia godzina!"e;
Skonał braciszek, skonał, skonał, skonał.
Zostało po nim serce z kory i okaryna
stłuczona.



Czytany: 4485 razy

R E K L A M A

=>