Czyszczenie Kałacha
Obecnie- będąc mężczyzną w kwiecie wieku, bo mam siedemdziesiątkę ? ha, ha! - chętnie wracam wspomnieniami do czasu mojej młodości.
Jako dwudziestoparolatek odbywałem służbę wojskowa w jednostce w Opolu Zachodnim.
W tygodniu po obowiązkowej zaprawie porannej i po śniadaniu w kantynie ? obywało się czyszczenie rejonu.
Miałem przydzielony rejon do sprzątania w pobliżu muru koszar. Tam ? w pobliskiej kupie kamieni ? schowałem w przeddzień butelkę owocowego wina. Od czasu do czasu po odłożeniu grabi do sprzątania zeschłych liści ? pociągałem z niej zdrowego łyka.

-Co się tak długo pieprzycie ze sprzątaniem szeregowy? Rejon jeszcze nie gotowy? A na czyszczeniu broni ja będę wam wyciągać smarki z nosa?
-Tak jest. Już kończę obywatelu kapralu ? odwrzasnąłem dziarsko.

W górnym pomieszczeniu koszarowego bloku ? czyli na strychu ? odbywała się ta wzniosła czynność. Tam zabrałem ze sobą mojego KBK AK.

Po wyjęciu z kolby oliwiarki zacząłem szukać szmatki. Oczywiście nie miałem jej. Ale wpadłem na pomysł. Pociąłem żyletką białą chusteczką do nosa na wąskie paski. Od biedy pasowały do oczka od wycioru.

Odzielić magazynek od broni i sprawdzić, czy nie ma naboju w komorze nabojowej .
Pokrywa zamkowa do góry. Wyjąć sprężynę powrotną. Wyjąć zamek wraz z suwadłem. Oddzielić suwadło od zamka. Zdjąć rurę gazową.
Rura gazowa najbardziej się brudziła. To trzeba było dokładnie wyczyścić.
Następnie przejechać wyciorem wnętrze nagwintowanej lufy broni. I to wielokrotnie.

Broń moja w czasie kontrolnego przeglądu nie wzbudziła żadnych zastrzeżeń. A potem w czasie strzelania na poligonie doskonale zdała egzamin. Wkrótce za wyniki w strzelaniu dostałem awans na starszego szeregowego.

Czytany: 56 razy

R E K L A M A

=>