Mikołaj - satyra


Pan postawny siwobrody
Fruwa sobie tuż nad lodem
Renifery przytupują
Sanki wiatr leciutki buja
Płozy już nasmarowane
Bo Mikołaj wstał dziś z rana

Wiersz się ciągnie przeraźliwie
Pora szalem zakryć szyję
Święty sapie oraz stęka
Tyle paczek toż to męka
Załadować na saniska
Kiedy pot z gruczołów tryska

Małe dzieci nakarmione
Przez mamusie oraz bony
Bajeczkami powiastkami
Niecierpliwe są już z rana
Oczekują na Świętego
Chcąc pochwalić się kolegom


Że dostali cud prezenty
Radość mając niepojętą
Wkrótce nimi się nasycą
Teraz bieda szlocha cicho
Kredyt przyjdzie spłacić latem
To wie mama oraz tata

Czytany: 76 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: