Zachód słońca...


wynurzyło się w pocałunku dnia
promiennie uśmiechnięte
wzbiło się pod obłoki
gdzie nikło powoli

pod lazurowym Niebem
cichutko grał wiatr śpiewał ptak
w ogniu piekielnym zniknęły chmury
momentalnie zginęło Słońce

całe zobaczyć można było
przez szkła achromatyczne
małe takie jak żółtko
które chciałoby się zjeść

na czarnym Niebie było jak gwiazda
najpiękniejsze i najjaśniejsze
odbijające się jak w mrocznym Oceanie...


(Słońce pokazało jak śpi
głębokim snem na samym dnie
jak dusza błąkająca się w mroku) - 2011

Czytany: 92 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: