cóż z tego




cóż z tego szpital kroplówek moc spływa
myśl biegnie tam gdzie są kwitnące ogrody
wiatr ciszę rozdzwania z zielenią się wita
delikatnie muska pąk róży bez zgody

bezustannie dzwoni świerszcz ukryty w trawie
po rosie nie został nawet ślad niewielki
promień pląsa wszędzie tylko siąść i patrzeć
jak stara się wszystko rozjaśnić upiększyć

powietrze szafirem drga spiekotą straszy
zamyśleniem biegnie na spotkanie polom
łapie woń różowych koniczyn kwitnących
na barwne przydroża falą błysków dążąc

jestem tu a jednak rodzę się gdzieś w lesie
pośród szumu sosen sięgających nieba
chociaż tak naprawdę chodzi w nim już wrzesień
co niejedno widział o niejednym wiedział

kiedy cisza białych ścian przytłacza ciąży
przyjemnie jest pobiec do miejsc pełnych ciepła
pośród mchów odpocząć błękit nieba odkryć
tęczą się rozpalić kwiatów ptaków pieśnią
15.09.2016 r.


Czytany: 37 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: