Niedojrzały wciąż...


Szedł ulicami
pełnego sukcesów miasta.
Życzliwie uśmiechał się
do przechodniów.
Jego dusza była czysta i jasna...
Wzrok przytulał wszystkich
pogodnie.

Nie liczył kopniaków
ani straconych szans.
Skakał ponad podstawione nogi...
Dla innych w pracy czekał awans.
Dla niego pozostał uśmiech błogi.

Nie pasował zupełnie
do dzisiejszych schematów.
Nie chciał zarabiać
na swej życzliwości.
Coraz szybciej goiły się rany
od życiowych batów.
Lecz nie zdradził nigdy
przyjaźni i miłości.


Oskar Wizard

Czytany: 38 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: