Myślałem, że to sen...
Myślałem, że to sen, lecz to prawda była,
Z nadziemskich jasnych sfer do mnie tu zstąpiła,
Przyniosła dziwny blask w swoich modrych oczach,
Przyniosła kwiatów woń na złotych warkoczach;
Podała rączkę swą, szliśmy z sobą razem,
Przed nami jaśniał świat cudnym krajobrazem.
Pośród rozkosznych łąk i gajów mirtowych.
Wiecznie zielonych wzgĂłrz i wĂłd szafirowych
Szliśmy, nie mówiąc nic, a mnie się wydało,
Żem z jej różanych ust, jak z otwartej księgi,
Czerpałem tajny skarb wiedzy i potęgi.
Wtem nagle przyszła myśl dziwna i szalona,
Żeby koniecznie dojść, skąd i kto jest ona?
I gdy zacząłem tak i ważyć i badać,
Kwaty zaczęły schnąć, a liście opadać,
I nastał szary mrok... a ja w swoim biegu
Stanąłem w gęstej mgle na przepaści brzegu.
Strwożony zmianą tą, zwróciłem się do niej,
Miestety, już jej dłoń nie była w mej dłoni.
Słyszałem tylko głos ginący w ciemności:
"e;Byłam natchnieniem twym, marą twej młodości!"e;
I pozostałem sam, i noc świat pokryła...
Myślałem, że to sen, lecz to prawda była!



5 kwiecień 1870

Czytany: 2197 razy

R E K L A M A

=>