Niedzielne spotkanie.


Szary świt cichego,
nadzwyczaj spokojnego dnia.
Miasto jeszcze śpi,
odsypia trudy tygodnia.
Na horyzoncie cień autobusu
mknącego do zajezdni.
Słońce ukrywa się
za chmur kolekcją
minionych dni.
Smutny to poranek,
pokryty resztką śniegu.
Śliskie pułapki czekają
na kogoś idącego.
Mkną do kościoła staruszki,
te zdrowe.
Do cotygodniowej rozrywki
chętne i gotowe.
Wyłączam komputer,
internet zieje pustką.
Dobrze byłoby się
pogodzić z poduszką.

Może już za chwilę
pojawią się pierwsi przechodnie.
W dzień wolny od pracy,
będą mieć myśli pogodne.
Pobiegną do sklepów,
będą szukać rozrywek.
Niektórzy chleba,
inni używek.
Lecz w tej chwili
dominuje jeszcze cisza i sen.
Ktoś idzie ziewając,
ze swoim psem.

Zdyszany wbiegam
do jakiegokolwiek autobusu.
Sam, dobrowolnie,
bez jakiegokolwiek
przymusu.
Muszę zdążyć
na nasze sekretne spotkanie.
Jestem ciekaw, kogo tam zastanę?
W blasku świec
opowiemy sobie zdarzenia
z całego tygodnia.
Po to, by pozbyć się emocji,
aby dusza była pogodna.
Będą to opowieści prawdziwe
lecz nieprawdopodobne.
Czasem proste jak myśli,
czasem piękną mową zdobne.
Jesteśmy nieco inni,
bardziej wrażliwi.
Lecz będąc razem,
zawsze szczęśliwi.

Jesteśmy sobie potrzebni,
a za chwilę połączymy dłonie.
Niejeden uśmiech serdecznością
płonie...

Witajcie!


Oskar Wizard



Czytany: 234 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: