Słońcem się tłumaczyć




Tyle zniechęcenia, bólu, samotności
w słowach jest zawarte. Czuję jak łzą broczą.
Czy to nie jest złudne, bo mrok się tak bawi,
wtłaczając w bezbronną malignę sierocą?

Projektorem myśli jesteś sam dla siebie,
gdy krok swój kierujesz w pogranicze cienia.
Czy jest to konieczność, przeciwwaga siły,
czy losu igraszka, warunek istnienia?

Odpowiedz mi szczerze, tak z ręką na sercu
czy na pewno musisz gnać w wyjącą pustkę?
Czy na przykład, mógłbyś, znaleźć to, co dobre.
Słońcem się tłumaczył. Przecież Ty to umiesz!

Niestety, jak dla mnie pojmowanie świata
nie mieści się w kanwie nitek z czarną barwą.
Łzy, owszem niech będą, niczym rosa ranna,
dla której promienie są dla tęczy karmą.

Czytany: 150 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: