Pewien krajobraz bez adresu




Pewien krajobraz bez adresu
przydarzył mi się wcześnie rano
promienie słońca sen ścierały
jaskółek pościg w dłonie dano

i rozciągała się do kresu
droga aż po nieboskłon nieba,
koncertowały świerszcze w trawie
pragnieniem duszy czas rozbrzmiewał

a przy gościńcu w pełnym blasku
stal mały domek tajemniczy
w nim progi pełne gościnności
i tego, co się w życiu liczy.

Siedziała miłość z brzegu stołu
stawiając szczęście na talerzach
i gestem, w którym tkliwość rosła
mówiła prosto: „Czas wyprzedzaj”.

Obrządek chleba codziennego
wymaga bezpieczeństwa myśli,
bezcennych, cichych darów serca,
w dłoniach trzymanych nici przyszłych.

Czytany: 143 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: