Przyznaję, jestem dłużnikiem...




Przyznam tu od razu, że jestem dłużnikiem,
za to piękno, które przyszło mi oglądać,
za rozmarzający promień słońca rano
kiedy świt mnie budzi całusem pożądań

albo gdy wieczorem kładę się już do snu
a księżyc zalotnie spogląda przez okno
i snuje srebrzyste nitki swoich baśni
powiem bardzo bolą, gdy tęsknotą mokną,

za szumy i świsty wiatru, co kołysze
niebu pokłon składa ramionami drzewa,
za torbę wypchaną ciepłymi myślami,
za melodię wiosny, która w sercu śpiewa

za życzliwe gesty, ciepło spojrzeń wkoło,
odgłos całkiem cichy czułego podszeptu,
motyle i kwiaty, codzienność w ramionach,
za ostrość widzenia, co dotyka słowem

i polną zadumę, kiedy latem idę
wśród łanów złocistych pachnących już chlebem
i za uśmiech, który gości na mych ustach
z okruchami nieba pomimo zmęczenia,

poplątane ścieżki, zawieruchy losu
nawet za rozpacze, troski i zmartwienia,
niepokoje, które łkanie wydobywa
kiedy bezkres dręczy albo i przeraża,

pory roku cicho zamykane w myślach,
łzy i krople rosy podświetlane tęczą,
blask bursztynów morza, jego białe grzywy
i uczucia, które los w hojności wręcza

Każdy dzień na rękach niesie niewiadomą
rozświetlenia, cienie wraz z muzyką czasu.
Jestem więc dłużnikiem, za to, że tu jestem
i proszę Cię życie długu mi nie kasuj

Czytany: 151 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: