Porannie (Błękit nieba...)




Błękit nieba, słońce w pełni,
barw tysiące jesień niesie,
tylko ten szron rankiem w trawie,
czyni zimy tajny przeciek.

Nie ma się co dziwić temu,
jest październik, ma on prawo,
tchnienie chłodu oprzeć o świt,
ubrać się dość ciepło radząc.

Jeszcze drzew nie ogołocił,
jeszcze zieleń wśród barw śpiewa,
uspokaja barw uśmiechem,
zapach róży w słowa sprzedał.

Napinając serca struny,
obłaskawiam chłód poranka,
ziarna ciepła wyłuskuję,
tworząc z nich przyjazny balsam.

Nieodmiennie życzę ciepła,
w słowach, w gestach i w spojrzeniach.
W rozplecionych dnia godzinach,
niech się ono uobecnia.

Czytany: 171 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: