lubię kiedy tkliwość ...




lubię kiedy tkliwość głaszcze
wtedy cicho elfów grono
szmer jasnego zdroju niesie
w rzeczywistość rozbudzoną

napowietrznym hymnem głosi
smaki śpiewne i słowicze
szarość znosi jednym ruchem
prześwietlonym słońca szlifem

w zwierciadlanym godzin biciu
skrzydłem trąca błękit marzeń
w palcach sycą alfabetem
codzienności spec- harfiarze

nie przystoi kupczyć echem
gdy łagodność szuka dźwięków
i zamienia sny w motyle
niosąc uśmiech zamiast lęku

Czytany: 114 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: