idę za spokojem




idę za spokojnym tonem twego głosu
wzrok gdzieś mój zatonął łowiąc kontur ciszy
przedziera się księżyc przez kolczaste krzewy
pierzchają dnia trudy bez cienia ambicji

bo czyż można trzymać za gardło dnia sprawy
kiedy tajemniczość wzmaga szmery nocy
dociera świadomość znaczeniem minuty
mirażem wciąż jawa przeciera mi oczy

w mroku można dojrzeć głębię swego serca
uśpioną łagodność w świetle dziennych zdarzeń
nie widać w pośpiechu rozpostartych skrzydeł
ani drzwi otwartych do krainy marzeń

Czytany: 151 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: