Moja przestrzeń




Moja przestrzeń jest zielona
słońce biega po niej chętnie,
ptak od świtu skrzydła wznosi
by świergotem mogła gęstnieć

każda chwila dnia ulotna,
zespolona miłym słowem,
by nie dostrzegł nikt przypadkiem,
ile smutku jest pod spodem.

Może mam coś z tego ptaka,
że wciąż śpiewam mimo trudów,
które życie wciąż nakłada
szepcząc tylko „dźwignąć spróbuj”.

I podnoszę… choć się dziwią,
jak ja mogę to wytrzymać?
Ja uśmiecham się tajemnie,
bo mam lampę Alladyna.

Drżenie ust lub łza zbyt gorzka
uruchamia wyobraźnię.
Światło lampy szuka znaków,
by uchwycić źródła pragnień.

Zaraz niebo błękitnieje,
snują się pogodne nici.
Żyłce kłębka życiowego
uda się coś z baśni chwycić.

Łez powłokę strząsam z siebie,
ciut wyostrzam kontur marzeń
i zachęcam ciepłym słowem,
by dzień dobry znowu nadszedł.

Dzielę się pogodą pieśnią,
rozżarzoną ogniem we mnie,
by każdemu kogo spotkam
było łatwiej i przyjemniej.

Ta bezbronna chwila, którą
dało podnieść się i wzmocnić,
wraca do mnie, strojna w piękno,
mając wydźwięk serc stokrotny.

Czytany: 157 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: