Monopolowe rozważnania właścieli sklepu 24/h


On:


Gdy siedzę przy fiskalnej kasie
I liczę wasze tu drobniaki
Pragnienie mam też właśnie takie
By ujrzeć kasę w pełnej kasie.

Ona:

Licz mężu stałe dziś dochody
Na reszcie nigdy nie oszukaj
W oddali widać szatę kruka
Z Kościołem idziem dziś w zawody.

On:
Słyszałem jak też grzmiał z ambony
Prałacik cały fioletowy
A głos tak wznosił, że aż skonam
Narodzie pitny i trunkowy.

On i Ona razem w duecie:


Któż zliczy metry kilometry?
Gdy sklep nasz ciągle służyć musi
Dobeczka śmieje się z kostusi
A deszcz ze śniegiem łka przeklęty.

Czytany: 195 razy

R E K L A M A

=>
Wierszy tego autora: