=>

Z kopyta



Gdy za oknem plucha
szaro sine niebo
uśmiech mnie nie słucha
a chcę być jasnobrewą

ostatni raz dziś płakałam
właściwa to jest chwila
już nie jestem taka słaba
ta szarość niech już mija

coraz głośniej pytam lustra
gdzie jest tamta co się śmiała
uśmiechu tego chcę więcej
zbrzydł mi codzienności ambaras

nie dla mnie cierpienie z patosem
pośród przeszłości pamiątek
nie będę umierać z miłości
zagłuszana serca bełkotem

już pora dosiąść pegaza
ufarbować włosy i oczy
magiczne wypowiedzieć słowa
na nową drogę z kopyta wskoczyć